Niestety prawda. To jedna z dróg zakażenia. Bodaj najczęstsza. To niebezpieczeństwo jeszcze nam nie spowszedniało. Podobnie ptasia grypa i borelioza. Śmierć i choroby czyhają na nas na każdym kroku. Tysiące giną od różnych chorób (np powikłania pogrypowe) i to nam spowszedniało. Bo umrzeć na zapalenie wsierdzia po banalnym przeziębieniu... No ale kleszcz to dopiero sensacja. O bąblownicy - NAZWA - nie wspominając. Ilość zachorowań na poszczególne choroby odzwierzęce oczywiście wzrasta wraz ze wzrostem populacji nosicieli - czysty rachunek prawdopodobieństwa. Ale jest drugi czynnik na to się nakładający: diagnostyka. Wraz ze wzrostem poziomu diagnostyki wzrasta liczba wykrywanych rzadkich chorób. Do tego dochodzi często lobby farmaceutyczne, straszące chorobą i dające natychmiast cudowny lek. Reasumując: nie dajmy się zwariować, ale jagody lepiej jeść myte.
Długi


Odpowiedz z cytatem