Taaak - to są dwie super górki.
Masyw Hyrlatej jest cały pocięty drogami zrywkowymi - trochę współczuję tym misiom... Ale te polanki na szczycie, widoki, jagody, mniammmm. I pomimo szlajania się po Hyrlatej wszystkich kursów, najczęściej po nocy - nikt jeszcze misia nie widział.
Natomiast w Matragonie jestem totalnie zakochana - to jest tak piękna góra, jak rzadko, z cudownym lasem bukowym. I co mnie zaskoczyło - to znaki szlaku. Kiedyś się nawet o to pytałam, tu, na forum:
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=2299
A torami kolejki kiedyś szłam - od Maniowa do Solinki - wyjątkowo urocze zajęcie - skakanie z podkładu na podkład z plecakiem - polecam :)
...bo to jest Nibylandia! polecam jagodziska w okolicy...ale utłuke jak spotkam z grzebieniem...
A ja mam z tych okolic z bardzo, bardzo dawnych czasów ciekawe wspomnienia.
Jako dziecko byłam z Rodzicami na dwutygodniowej "wyprawie' rowerowej w Bieszczady. Rodzice - nie znając Bieszczadów zbyt dobrze zaplanowali trasę Zagórz - Łupków (pociągiem) następnie kolejką wąskotorową do Cisnej i dalej już Pętlą Bieszczadzką na rowerach. Był to chyba rok 1969 lub sam początek lat 70. Nie sprawdzili jednak czy ciuchcia faktycznie kursuje.
Z tego wyjazdu pamiętam trochę jak przez mgłę schronisko w Nowym Łupkowie, gdzie rodzice trochę przerażeni stwierdzili ze jest tam w pobliżu ogromny zakład karny i większość mieszkańców Nowego Łupkowa to więźniowie.
Potem się okazało, ze kolejka (rzecz jasna autentyczna parowa ciuchcia) z powodu jakiejś awarii torowiska jeździ tylko do Balnicy a stamtąd już trzeba pieszo lub rowerem. analizując mapę wysiedliśmy wcześniej (chyba w Maniowie, ale dziś nie jestem tego w stanie odtworzyć) i przez przełęcz pomiędzy Matragoną a masywem Wołosania zaczęliśmy przejazd rowerami. Oczywiście "Drogi Karpackiej" nie było jeszcze ani śladu.
Takiego błota na drodze to ja od tamtej pory chyba nie widziałam !
Od pewnego miejsca prowadziliśmy nasze rowery dosłownie po ośki w błocie. Na dół tez było nie lepiej. Po zjechaniu do Majdanu po prostu położyliśmy je w rzece i umyli. Niestety skutkiem było potem kilka dość poważnych awarii sprzętowych, nawalały hamulce typu "torpedo" jakie mieliśmy w swoich rowerach.
Niemniej ja te swoje wakacje wspominam jako jedne ze swoich najfantastyczniejszych wakacji w dzieciństwie.
Pozdrowienia
Basia
Zgadzam się z Tobą (wg. mnie ),pod Matragoną to był "klimat indiański" ,a na Łokciu to tak jak by przez kanion ciuchcia przejeżdżała, taki wysoki most i ta rzeka w dole ...
Nie zapomnę też zjazdów tamtej kolejki z górek ...i na zakrętach "wiatr we włosach" (a wtedy jeszcze były) Siedziało się na balach dłużycy , a skrzypiało to to na każdym zakręcie i zjeżdzie, wydawało się ,że zaraz się "rozepnie" i wypadnie z torów i wypadnie z wagonika.Człowiek siedział jak na "szpilkach", plecak obok i w każdym momencie gotowy do wyskoku, dobrze że przy torach nie było słupów telegraficznych.
--o rozmarzyłem się troszeczkę.
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
To ja przejdę do tematu wątku, zdopingowana wypowiedzią, że i tak tematy dryfują w kierunku OT.
Moje prywatne zdanie jest takie - osobiście wolę góry bez szlaków. Może to wynika z mojego przeszkolenia, kiedy to złaziliśmy całe Bieszczady przez dwa tygodnie, praktycznie w ogóle nie spotykając szlaków. Da się - zapewniam :) W BPNie oczywiście, ze będę łazić szlakami, ale i też bym raczej nie chciała, żeby powstawało ich więcej. Jednak, co BPN, to BPN. Poza parkiem - tak sobie pomyślałam - że skoro i tak góry poza parkiem są użytkowane gospodarczo, jest całe stado dróg zrywkowych, łażą sobie pracownicy leśni, to niby dlaczego ja nie mogę. Ale tu się pojawia odwrotna strona medalu - no dobrze, ja umiem się poruszać po terenach bezszlakowych - nawet jak zabłądzę, to nie zemrę z głodu na zabłądzenie. No i właśnie - wiem, ze przecież sa ludzie, którzy nie pójdą w góry na pałę, bo nie czują się na siłach. I dla nich powinny powstawać szlaki, bo niby czemu mają nie poznawać ładnych zakątków. I tu mi się trochę poglądy kłócą - bo serce by chciało dzicz, a rozum mówi inaczej - jest bardziej społeczny :) Tym bardziej, że oficjalnie mogę prowadzić tylko po znakowanych szlakach :) Ale cóz - machiny malowania nie powstrzymam - mogę sobie tylko werbalizować poglądy. Ale chyba o to chodzi na forum dyskusyjnym :D
Tak se wypowiedziałam z głębi serca, co mnię tam siedziało...
W zasadzie mam poglądy bardzo podobne, ale zamiast "zwykłych" szlaków ja preferuję ścieżki edukacyjne.
Doceniłam to w pełni kiedy moje dzieci (obecnie już stare chłopy) były małe.
oni na prawdę bardzo się interesowali tym co na tych wszelkich tablicach było napisane, a zwłaszcza jak były jakieś mapy, schematy, obrazki. Bardzo dużo ścieżek edukacyjnych w różnych górach Polski i Słowacji (oraz na Jurze) zwiedziliśmy w tym czasie.
"Normalny turysta" do przewodnika papierowego raczej nie zajrzy,a jeśli już - to z rzadka, natomiast tablicę na ścieżce edukacyjnej przeczyta i coś tam nowego się dowie. Może tez przy okazji zwróci większą uwagę na to aby nie śmiecić.
A w grupie zorganizowanej mnie jako przewodnikowi ścieżka edukacyjna znakomicie ułatwia pracę.
Co wcale nie znaczy że te ścieżki edukacyjne i szlaki mają być wszędzie, absolutnie nie. Musi zostać coś dla tych co tak jak i ja wolą łazić bez szlaków.
Ja bym raczej była za tym, aby już istniejące "normalne" szlaki PTTK-owskie zastępować stopniowo przez ścieżki edukacyjne. Co zresztą na terenie BdPN się robi.
No i bardzo ważne - aby te już wytyczone ścieżki konserwować, przynajmniej raz do roku robić ich przegląd, a w miarę potrzeby remont.
Pozdrowienia
Basia
Nie tylko w Zatwarnicy... w Wietnamie również powstała w tym roku nowa ścieżka dydaktyczna.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)