No to spałam chyba w tym drugim miejscu. Dokładnie nie jestem w stanie tego odtworzyć. Było to już dawno, kiedy tylko otwarła się granica z Ukrainą i można było tam jechać (rok 1990) Pamiętam obok naszego miejsca noclegu kilka bacówek i źródło wody.
Po schronisku nie było nawet śladu.
Szliśmy na Seszul od strony Rachowa, a potem dalej na Pietros i grzbietem w kierunku "Białego Słonia".
Rano o godz. 7 obudziło nas granie trombity a u naszych stóp leżało morze mgieł z którego wystawały wierzchołki Howerli, Pietrosa i Popa Iwana.
Pozdrowienia
Basia



Odpowiedz z cytatem