Zabrałem się za wtrącanie swoich uwag do listu p. Drozda, ale mi się nie chce. Wkleję niektóre fragmenty - zwalają z nóg
To też dobre:
To nie ten naród śpiewał: lachiw wyriżem, żydiw wydusim a ukrainu stworyty musim
i parę innych "wesołych" pioseneczek ?.
P.s.
Nie jestem częstym gościem strony ks. Isakowicza. Nie wiem czy ten list zamieścił. Jeśli nie, to jednak może szkoda, że go nie opublikował.
W końcu wyciąłem swoje wtręty. Każdy ma swój rozum i niech ocenia.
Ostatnio edytowane przez włóczykij ; 26-08-2009 o 23:01 Powód: drobne poprawki, redakcyjne ...
Ostatnio edytowane przez wp.krzysztof ; 26-08-2009 o 23:44
Sapere aude.
Tak faktycznie oni sobie śpiewali, nie zaprzeczę.
Ale co poniektórzy to i źdźbło w cudzym oku dojrzą, belki w swoim nie zauważając.
Bo i nasi w drugiej połowie lat 40. mieli taką ulubioną przyśpiewkę (popularną wśród młodzieży jeszcze nawet w latach 60.):
"Jedna bombka atomowa
I wrócimy znów do Lwowa !
(...)
Druga bombka, ale silna
I wrócimy też do Wilna."
Dalej było (dokładnej treści już z pamięci nie odtworzę) o kolejnych "bombkach atomowych", po zrzuceniu których coraz to nowy gród powracał do Polski.
Przyśpiewka ta powstała wkrótce po zrzuceniu dwóch bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki, w których to miastach zginęło po kilkaset tysięcy osób, głównie cywili (licząc wraz z ofiarami napromieniowania, które zmarły nieco później). Było o tym wówczas głośno na całym świecie.
Ówczesna broń atomowa nie miała charakteru taktycznego, lecz wyłącznie strategiczny - obliczony na totalną destrukcję zaplecza przeciwnika, w tym głównie całych wielkich ośrodków miejskich wraz z ludźmi.
Nie sądzę, aby śpiewający ową piosneczkę o tym nie wiedzieli.
.
Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 27-08-2009 o 09:45
Serdecznie pozdrawiam
Stały Bywalec.
Pozdrawia Was także mój druh
Jastrząb z Otrytu
Tak, pominąłem fakt/belkę. Otóż po odśpiewaniu krwiożerczych strof Organizacja Polskich Nacjonalistów, z pokładów 5-ej Eskadry Pancernych Szybowców dokonała uderzenia nuklearnego, które na samym Wołyniu spowodowały śmierć minimum 60 tysięcy Ukraińców.
A UPA jak to UPA pośpiewali sobie wesoło, a później poszli na ryby i czytali "Przygody Hucka Finna".
Nie miało by to obecnie żadnego znaczenia, gdyby nie fakt, że pioseneczki tego typu, są na terenie Polski nadal w "obiegu" - i to bynajmniej nie prywatnym.
Myślę, że ks. Isakowicz-Zaleski nie opublikował tego listu ze względów humanitarnych - jeszcze by się ktoś zdenerwował i zrobił małe "ała" panu "dyrygentowi historii"...Zamieszczone przez Roman Ilia Drozd
PS.
Włóczykiju, Browarze, Żubrze - sprawnie działają, no nie ?
Również jestem pod wrażeniem.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)