mozna bylo po prostu je zostawic w spokoju.. czesc z nich pewnie by umarla wlasna smiercia w wyniku braku remontow, dzialania wiatru , deszczu i sniegu.. ale czesc by pewnie przetrwala.. bo czesc cerkwi nieuzywanych po wojnie jeszcze stoi..

ale coz, na to by rekultywowac buldozerami i materialem wybuchowym znalezli sie i ludzie i bylo za co.. wiec argument ze "bo któż miałby się nimi zajmować i ZA CO ???" to jakos do mnie nie trafia...

Buba .... po akcji "wisła" w Bieszczadach własciwych , na "bojkowszczyżnie" większość !!! wiosek przestała istnieć !!! . W kilku większych liczących przed wojną
np. 800 mieszkańców , pozostało 20-50 Polaków !!!! . Dawne wioski porosły lasem a walące się chałupy rozbierano na opał i budulec . Cerkwie pozbawione wiernych i "pasterzy" w tej głuszy musiały zginąć !!!. Przetrwały tam gdzie byli LUDZIE , i też nie zawsze . Nie było dróg , mostów , komunikacji , służby zdrowia , elektryczności itd , zima odcinała od cywilizacji na wiele tygodni . Młodzi którzy przeżyli wojnę uciekali z tej dziczy . TAK BYŁO PRZEZ KILKANAŚCIE LAT !!!! . Kogo obchodziły w latach 50-tych jakieś cerkwie , nikomu niepotrzebne , nieprzydatne - życie było wystarczająco ciężkie i bez nich . Turystyka wiekszą falą przyszła na przełomie lat 60/70 , a wraz z nią poszukiwacze rustykalnych klimatów i mitycznej Arkadii której w Bieszczadach NIGDY NIE BYŁO !!!

Buldożery i materiały wybuchowe to epizod z lat głównie stanu wojennego . Dotyczy 2-3 ruin murowanych cerkwi , czy raczej ich fundamentów .