Można by przenieść tę dyskusję na nieco wyższy poziom, i spróbować dokonać analizy przyczyn zbrodni ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej (oczywiście, z uwzględnieniem polskiego wkładu w to zdziczenie). Niestety, zarówno strona polska jak i ukraińska, skoncentrowane głównie na eksponowaniu własnych krzywd, nie są zdolne do takiej analizy.
Z naszej strony wymagałoby to jednak oceny polskiej polityki względem mniejszości narodowych (wszystkich) w okresie II RP i wcześniej, a ta, jak powszechnie wiadomo nie może być pozytywna. Omijamy ten temat w publicznej dyskusji szerokim łukiem głównie z obawy o to, że może on w pewnym stopniu usprawiedliwić narodziny ukraińskiego nacjonalizmu (a w domyśle usprawiedliwić zbrodnię). A do tego nie wolno dopuścić. Wina Ukraińców postanowiona i tak ma pozostać.
Nic bardziej mylnego. Stosunki polsko-ukraińskie kształtowały się na przestrzeni wieków. Stopniowy wzrost świadomości narodowej Ukraińców w II RP był procesem nieuchronnym, a odmawianie im podstawowych praw należnych mniejszościom narodowym, było niewybaczalnym błędem.
Obecnie, (mając za sobą tak tragiczne doświadczenie) wzajemne krzywdy, niechęci i urazy są tak głębokie, że nie da się ich łatwo usunąć, dekretując na poziomie politycznym przyjaźń i dobrosąsiedzkie stosunki. Dodatkowo, siły nacjonalistyczne obu krajów podsycają nieustannie zarzewie, w imię własnych, doraźnych celów politycznych.
Słowo „pojednanie” najchętniej wykopałbym na księżyc. Nie ma nic gorszego i bardziej żałosnego jak pojednanie zbrodniarzy i ofiar (niezależnie od tego, kto? kogo? kiedy? i za co mordował?) To himalaje hipokryzji, za którymi kryją się różnej maści „rozdrapywacze ran”. Co to ma być? Zbiorowe katharsis? Takie „oczyszczenie w bólu”, ze wcześniejszym przeczołganiem grzesznika, bo katolik nie umie wybaczyć bezinteresownie.
Dzisiejsza Ukraina nadal poszukuje swojej tożsamości i swojej drogi we współczesnym świecie. Ten duży kraj, ze swoim położeniem geopolitycznym i swoją przeszłością nie może zostać zostawiony sam sobie, bo odrzucony przez UE, będzie ciążyć w stronę Rosji. A to byłby najgorszy możliwy scenariusz dla Polski i polaków. Rosja, nasz odwieczny wróg, znakomicie potrafi rozgrywać w polityce zagranicznej wszelkie atuty, czego my niestety nigdy nie umieliśmy.
Dlatego uważam, że ocenę tragicznej przeszłości należy pozostawić nauce, a obecne stosunki polsko-ukraińskie budować w oparciu o współczesne standardy współpracy międzynarodowej, głównie w ramach UE. Nie musimy kochać Ukraińców, aby z nimi handlować. Pecunia non olet.
PS. Pieprzyć pojednanie, którego nikt nie chce. Pohandlujmy - to jest bardziej pragmatyczne, a książki „rozdrapywaczy” i tak się będą świetnie sprzedawać.


Odpowiedz z cytatem