Wątek funkcjonuje, co oznacza że można to i owo napisać o wyboistej drodze pojednania, na której ostatnio pojawiły się nowe kłody pod nogami, jakby mało było starych.
W zasadzie to jakieś to wszystko bez sensu, bo jak to gdzieś komuś powiedziałem: wątek już dawno został poddany kastracji, tak że nie bardzo wierzę, że coś tu się urodzi.

Krótka historia UPA na użytek pojednania może by wzruszyła mnie bardziej gdybym nic nie wiedział o Kazimierzu Wóycickim. Jego wspólnota poglądów z prezesem Związku Ukraińców w Polsce zademonstrowana w jednym z programów telewizyjnych i zgodne próby ośmieszenia pewnego znanego księdza o ormiańskim rodowodzie, jakoś nie wzbudzają mojego zaufania.
Ksiądz też nie unika uogólnień i emocji, ale ogólnie to obrał kierunek prawidłowy.

Ostatnio do grona panów zaciemniających dość dobrze rozpoznany temat dołączył dr Jerzy Targalski. Ten ostatni cieszy się poważaniem prezesa ZUwP.
Targalski min. mówi: ...problem polega na tym, że UPA dokonała rzezi wołyńskiej, ale potem 15 lat walczyła przeciwko Sowietom o niepodległą Ukrainę... (nie komentuję).

Wyłowiłem ostatnio w przepaściach internetu niezbyt aktualną wypowiedz(2014) Włodymyra Pawliwa, który jest (mam nadzieję, że nadal jest) przewodniczącym Europejskiego Zgromadzenia Galicyjskiego - spokój, opanowanie, rozsądek, przyszłość.
Zupełnie inny format człowieka.

Teraz, prawie co dzień w czasie pracy, mam okazję witać się z Ukraińcami a w wolnym czasie porozmawiać na różne tematy, wiadome też. Chłopaki przyjechali z Wołynia, pracują na budowie i nikt ich nie prześladuje. W baraku mieszkają razem z Polakami, razem jedzą a czasem razem wypiją. Pierwsi nigdy nie zaczynają historii ani polityki ale wygląda, że na to czekają. Może w to trudno uwierzyć, ale nikt z nas o nic ich nie oskarża, nawet jak wszystko zwalają na Ruskich i KGB. Sam staram się wpisywać w rolę tego, który przełamuje lody i tworzy przyjacielską atmosferę.
Cała polityka.
I gitara.