Jędrusia poznałem w tym roku i miałem okazję posłuchać jego opowieści.
Jędruś jest kopalnią wiedzy historycznej na temat Bieszczadów i bieszczadzkiej historii. To co opowiada przyprawia o bolesny skurcz serca. Nie są to opowieści z mchu i paproci gdyż Jędruś dotarł do wielu ostatnich naocznych świadków i poznał historie, których wcześniej nigdzie nie wyczytałem.
Jedna z nich brzmi tak...
"...Był 18 stycznia 1945 roku.Gdy zapadł zmrok z gór w kierunku wsi Tworylne posuwał się sznur ludzi.Była to sotnia ,,Bira,,. Doskonale rozbudowana siatka donosicieli poinformowała ze jedna z Ukraińskich rodzin ukrywa Polkę z dwójką dzieci.Butni i pewni siebie wkroczyli do wsi.Drzwi chyży zostały rozbite siekierami.Przerażona rodzina została wyprowadzona na zewnątrz.Po chwili ich ciała zawisły na drzewach.Tak zginęła Ukraińska rodzina Gałuszków.Miało to być ostrzeżeniem dla pozostałych mieszkańców.Taka była kara dla tych którzy sprzyjali Polakom.Maria Kucharz wraz z dwójką dzieci zostali wyprowadzeni.Oprawcy związali ich a następnie boso licho ubranych popędzili w las.Tam słuch po nich zaginał.Zostali zamęczeni.Nikt nie zna miejsca ich pochówku.Na terenie dawnej wsi nie odnajdziemy żadnej informacji o tym co się tu wydarzyło.Dziś ruiny dzwonnicy i folwarczne ruiny przypominają ze była tu piękna ludna wieś.Stara aleja lip prowadzi do kamiennych rumowisk.Czas zaciera ślady.Niech to co wydarzyło się w Tworylnym zostanie w naszej pamięci.Gdy zapomną ludzie niech przemówią kamienie..."
Jak w tej sytuacji można bronić antybohaterów, pozytywnie o nich mówić, czcić i pomniki budować?


Odpowiedz z cytatem