Niestety, w części muszę tu przyznać rację. Wojna, choćby nie wiem jak "sprawiedliwa", wypacza wszelkie pojęcia humanizmu, estetyki, kultury, itd. To straszny czas, w którym załamują się wszelkie zasady etyki i moralności. To nieustająca walka o przetrwanie, w której człowiek czy naród pragnący przeżyć chwyta się wszelkich możliwych sposobów, zbliżając się swymi zachowaniami do zwierząt. Z perspektywy czasu - żyjąc w spokoju i poczuciu bezpieczeństwa - możemy sobie ciskać gromy na morderców i niszczycieli, na ludzi łamiących prawa moralne i dokonujących krwawych wyborów. To nasze prawo, ale gdybyśmy znaleźli się w tamtych czasach, czy robilibyśmy inaczej?
Z drugiej strony jednak patrząc - historia zna całą masę ludzi, których "czas pogardy" (vide Sapkowski) nie złamał. Pozostali sobą mimo szalejącego wokół okrucieństwa i przerażającego zła.
Reasumując - można znaleźć się w środku takiego piekła i zachować swój ludzki wizerunek. Można chronić nie tylko ludzi, ale i dobra kultury, mając na myśli przyszłe pokolenia - to, co im przekażemy, zostawimy, pokażemy.
A jesli chodzi o niszczenie obiektów architektonicznych - nie tylko Bieszczady padły ofiarą dewastacji. Przypomnijcie sobie tylko, co władza ludowa robiła ze szlacheckimi dworami i pałacami - ile z nich stało się magazynami i oborami. O ile znich - najczęściej już będącymi ruinami - walczą ciągle spadkobiercy właścicieli? jest to jeden z dowodów na tępą ideologiczną bezmyślność władz PRL-u i ich lokalnych aparatczyków...



Odpowiedz z cytatem