czy ktoś w końcu zrozumie, że tożsamość buduje się na wartościach, a nie pretensjach, martyrologii, bólach, konfliktach, mordach, podbojach i wypominkach, o samoświadomości świadczy siła otwartości, siła sił tożsamości, a nie odniesienia... jestem, byłem, i będę Polakiem (tej polskości, jak wspomniałem, czasami jest mi wstyd, nie z mojej winy), są ludzie którzy burzą ten obraz, próbują niszczyć w zarodku siłę przyjaźni normalnych ludzi, chcę przyjaźni i mam ją, bliską, wśród Ukraińców, ale też Aborygenów i Indian Ameryki...
Jestem silny wychowaniem, romantycznym polskim wychowaniem moich rodziców, i ta pełnia wychowania mówi mi (choć dalekim od religii) za księdzem znanym... "kiedy Bóg zamyka drzwi - otwiera okno", patrzcie przez to okno, a nie kraty stereotypów...
Ukraina jest moim drugim domem, przez bratnie ukraińskie dusze i uczucia, są tacy Ukraińcy, dla których Polska stała się, jest pierwszym/drugim domem, nie z powodu fajek czy taniej wódki..., czy uciśnienia
moja tożsamość nie wymaga ofiar, ona mówi, bądź człowiekiem... no to kurwa staram się jak mogę... a moja sąsiadka, Ukrainka mówi: trzeba umieć przebaczać, mój dziadek, Polak, Ak-owiec, wybaczył (przez polską władzę zesłany na Syberię), nie o jeden...
i tak bardzo chciałbym, żeby ci którzy milcząc i leżąc na tych samych cmentarzach, w Berehach Górnych czy Drohobyczu, mogli bez zawału przytaknąć
mi do mojej tożsamości trupy Ukraińców, ani trupy Polaków nie są potrzebne, a z całym szacunkiem dla ofiar z XVII czy XX wieku, wiem kim jestem i skąd jestem, i wierzę - naiwnie - że tożsamość powinna łączyć, nie dzielić...
pompatyczny tekst, ale nie ma siły na więcej dysput, z których nic nie wynika...
nienawiść nie jest kształtem tożsamości, a słabości
stąd najbliższa, w konfrontacji z tekstami stąd, staje się tożsamość kamieniarza, naprawiacza nagrobków, potomka niechcianych szmalcowników, który nie odkupuje win żadnych, a stara sie o współistnienie, które nie wymaga ofiar...