Byłem i ja na Laworcie - bodaj 2 tygodnie temu.

No cóż. Owszem krzesełko to nie ten orczyk co 10 lat temu :) I stok nie ten sam.
Powiedziałbym za to, że poziom przygotowania stoku trzyma poziom lat minionych.

Od godziny 9 do 10:30 jeździło się fajnie. Potem, muldy, kamienie, lód, tłok do wyciągu (GOPR za to dzielnie zwozi połamanych za co im chwała).
Nie jestem typem wyczynowca i nie lubię takich warunków dlatego dzień spędzony na Laworcie uznaję za stracony.
Wielkie hałdy śniegu zgromadzone na boku trasy, podczas gdy na trasie są warunki jak z sennego koszmaru rekreacyjnego narciarza powodują, że nieśmiało utwierdzam się w przekonaniu, że stok ma wyłącznie służyć szybkiemu bogaceniu się firmy zarządzającej stokiem, a nie komfortowi i zadowoleniu narciarzy.

Szkoda bo Laworta to zdecydowanie najlepsze miejsce do śmigania na nartach w Bieszczadach.

Jeśli chodzi o powiedzmy 2-dniowy pobyt "w tygodniu" może być. Na tydzień chyba bym się nie zdecydował.