Też mi się wydaje że tu jest pies pogrzebany (częściowo). Oczywiście można opowiadać na prawo i lewo o stacjach narciarskich w Bieszczadach, jednak rzeczywistość jest taka jaka jest. Jedynie Ustrzyki Dolne (poza Bieszczadami) można nazwać stacją narciarską. Reszta to mniejsze lub większe wyciągi. Zarówno w Słowacji, Czechach jak i choćby w Sudetach po polskiej stronie jak jest miejscowość gdzie coś nazywa się stacją narciarską, to jest to kilkanaście (conajmniej) wyciągów i kilkadziesiąt tras do wyboru + bary, kawiarnie, restauracje i inne obiekty. Nie wieje nudą. Można być tam 2 tygodnie i codziennie gdzie indziej jeździć w obrębie jednej miejscowości.
Do tego aura - od kilku lat, kiedy to jest czynnych tylko kilka wyciągów i to krótko a reszta w ogóle nie pracuje bo nie ma śniegu.



Odpowiedz z cytatem