Oj, nasłuchałem się wczoraj, nasłuchałem. Między Wahalowskim Wierchem a Kamieniem było tak: przystanąłem by zrobić zdjęcie rosnącym przy ścieżce... prawdziwkom. Schylam się, a tu z lewej strony, gdzieś z 50-ciu metrów potężny ryk. Odpowiedział mu równie potężny z prawej. Nagle odezwał się ten z tyłu, na co odpowiedział mu ten z lewej. Cichutko się podniosłem, zrobiłem parę kroków i nagle kilkadziesiąt metrów dokładnie na wprost mnie - znów potężny ryk. Na to odpowiedział mu ryk gdzieś z okolic ryczącego. Koncert jak na puszczy, a ja idę dokładnie wprost na tych dwóch. Oczywiście delikatnie się pochowały, za to na Kamieniu dogoniłem bardzo sympatyczną parę, na oko po 65 lat. Dochodzę do nich, a pani - ależ nas Pan wystraszył! Wkoło tyle grubego zwierza, a tu słyszymy, że coś za nami idzie. Skończyło się na strachu, bo kazało się że to ja.
Tak tak, zwierzyna porykuje aż miło!


Odpowiedz z cytatem