Ja również nie popadałbym w przesadyzm straszny.
Nie dyskutując z winą w/w peowca-wuefowca, gdyby wprowadzic pomysły rzucane "na gorąco", to by sie okazało, że faktycznie osób nieletnich, tudziez zorganizowanych w grupę nigdzie zabrac nie można bez obstawy kilku przewodników i fachowców wszelkiej maści.
Przepisy sa IMHO wystarczająco dobre, wielu sądzi, że nawet zbyt ograniczające swobody obywatelskie i krępujące propagowanie turystyki wśród młodzieży.
Wszak, żeby móc zabrać swoich uczniów na film do kina trza było papier pod tytułem "Kierownik wycieczek szkolnych" czy jakoś tak wyrobić.
Co mi dało to szkolenie? - znajomość, a raczej świadomość istnienia kilku przepisów i umiejętnośc wypełniania formularzyzwanych kartą wycieczki.
tak naprawdę liczy sie rozsądek, umiejetnośc zapanowania nad zgrają niedorosłych, doświadczenie życiowe i kilka umiejętności zdobytych chocby na kilku kursach pierwszej pomocy - choc tych na szczęście nie miałem okazji używać.
Pamiętajmy, że takie wypadki jak ten, to promil wszystkich wyjazdów organizowanych przez szkoły. Nawet biorąc pod uwage jeno wycieczki w góry.
Z drugiej strony, wypadki zdarzają sie również podczas wyjazdów w niziny, do miast i wsi, gdzie niebezpieczeństw czyhających jest równie wiele, co w drodze do szkoły i nazad.
No i była to tzw. szkoła przetrwania ponoć, 99,9% wycieczek górskich z udziałem młodzieży to grzeczne spacerki dolinami, tudziez jakies wyjścia na hale w porze mało-zimowej.
Fakt faktem, że, jak w każdej grupie zawodowej, sa ludzie bez wyobraźni, nie dość inteligentni, by przewidzieć, czy wyobrazic sobie ewentualne konsekwencje własnego działania.
Pozdrawiam:)
No i ostatnia kwestia


Odpowiedz z cytatem