2 lipca 2008 - 12:26
Bieszczady > Wątpliwości w sprawie zabitych żubrów
Leśnicy i naukowcy z Ukrainy mają wątpliwości, czy sprawcami zabicia trzech żubrów z Bieszczadzkiego Parku Narodowego są ukraińscy kłusownicy.
– Dowody przedstawione przez Polaków nie przekonują – mówi dr Oksana Maryskewycz z Instytutu Ekologii Karpat we Lwowie.
Uczona wysnuwa taki wniosek po przeczytaniu artykułów z polskiej prasy.
– To, że do zastrzelenia żubrów wykorzystano pociski, które są w Polsce zabronione (tzw. loftki kalibru 8 mm) o niczym nie świadczy, zwłaszcza w tak niewielkiej odległości od pasa granicznego – ocenia Maryskewycz. – Również inny dowód, opakowanie po jogurcie, jest śmieszny. Przecież nikt z kłusowników nie będzie jadł śniadania 800-1100 m od granicy w czasie, kiedy trzeba uciekać, żeby nie dać się złapać straży granicznej.
Oksana Maryskewycz zwraca uwagę, że takie podejście do sprawy nie pomaga wspólnej walce z nielegalnymi odstrzałami na polsko-ukraińskiej granicy. Zarzucanie każdego przypadku kłusownictwa Ukraińcom jest nadużyciem.
Mimo że o zabitych żubrach media informują od zeszłego tygodnia, informacje na ten temat dotarły na Ukrainę dopiero wczoraj. Wśród leśników i przyrodników zawrzało, tym bardziej, że starają się oni chronić dziką zwierzynę, której liczebność w ostatnich latach poważnie się zmniejszyła. Współpracują od kilku lat m.in. z Polską Akademią Nauk, również pod kątem wprowadzenia żubrów do lasów zachodniej Ukrainy.
KP