Zauważyłem, że niniejszy wątek zaczął bardziej dotyczyć "towarzysza", niż osoby, której początkowo został poświęcony.
Pragnę więc wskazać innego, zapomnianego dziś całkowicie twórcę z już nie łatką, ale wręcz łatą "towarzysza". Tym razem nie poetę, lecz pisarza.
Mam na myśli też nieżyjącego już Zbigniewa Nienackiego, dość powszechnie kiedyś znanego autora różnych "Panów Samochodzików" i wydanej w latach 80-tych w atmosferze skandalu obyczajowego powieści pt. "Raz w roku w Skiroławkach".
Ale ów pisarz napisał również kilka innych b. ciekawych książek, m.in. "Wielki las", ale przede wszystkim trylogię historyczną "Dagome Iudex":
"Ja, Dago", "Ja, Dago Piastun" i "Ja, Dago Władca".
Akcja tej beletrystycznej trylogii toczy się na ziemiach polskich w IX w., a Nienacki oparł ją na własnej wizji historycznej utworzenia naszego państwa. A nie jest to wizja zupełnie fantastyczna, gdyż ostatnio powraca do niej kilku profesjonalnych historyków z tytułami profesorskimi. W największym skrócie: protoplastą historycznych władców Polski średniowiecznej był rycerz Dagon, przybyły ze Skandynawii.
Natomiast "Wielki las" polecam osobom lubiącym zarówno las (tytuł nie stanowi bowiem tylko przenośni), jak i powieści sensacyjne. Bohaterem ksiązki jest oficer Departamentu I (czyli wywiadu) MSW z czasów, jakżeby inaczej, PRL. Ale od razu wyjaśniam, że powieść nie traktuje o żadnych bohaterskich wyczynach owego "esbeka", lecz o jego sporych kłopotach zawodowych i osobistych. I chyba z tego ostatniego powodu, mimo że świetnie napisana, została zignorowana i w zasadzie przeszła bez echa po ukazaniu się w księgarniach. Dla ówczesnej opozycji była to bowiem powieść napisana przez "aparatczyka", a z kolei ekipie rządzącej nie spodobała się - gdyż zamiast sławić funkcjonariuszy wywiadu, to stawiała ich w dwuznacznych i niejasnych sytuacjach, sporo przy tym odsłaniając kulisy pracy operacyjnej naszej SB za granicą.


Odpowiedz z cytatem