A teraz do Krywego pozostało już tylko 40 kilometrów. Z tego ostanie pięć, od Zatwarnicy, troszkę pod górę. Ale nie to „pod górę” było najgorsze ani nie dziurawa i kamienista droga. Najgorsze były Wielkie Muchy. Niektórzy nazywają je końskimi. Dopóki się człowiek energicznie poruszał, jakaś tam siadała od czasu do czasu na ręce lub nodze i kąsała. Reszta sunęła zwartym stadkiem obok rąk, nóg, tułowia, roweru. Co sprytniejsze siadały na sakwach i kazały się wieźć. Jeśli ruchy były wolniejsze, siadało ich więcej. Gdy zaś się zatrzymałem, lądowała na mnie cała eskadra. Co jedną ukatrupiłem, siadały kolejne trzy.
Każdy podjazd kiedyś się kończy. Na zjeździe do Hulskiego puściłem hamulce i pęd muchy zwiał. Jeszcze ostatni podjazd na Ryli i trawiasty zjazd do Krywego, do kawałka domowości pośród pustkowia. Na nocleg otrzymałem pokoik na poddaszu z widokiem na traktor i wielką zieloność. Teraz można sobie pozwolić na odczucie zmęczenia, umyć się, zrobić herbatkę.
IMG_9684.JPG IMG_9681.JPG IMG_9677.JPG![]()


Odpowiedz z cytatem