To ja już wolę krokodyle, niż muchy - dodałem sobie otuchy - i śmiało ruszyłem na drugą stronę Sanu, do cudownego świata bez much. Najpierw „solo”, by zbadać „grunt”, potem z rowerem. W składzie ekipy nie było, niestety, fotografa, więc na zdjęciu tylko rower i woda.