Po wyjeździe ze Studennego, już od Rajskiego zaczynał się inny świat: królestwo samochodów, motocykli, wczasowiczów, plażowiczów, głośnej muzyki. Przemykam więc szybko przez Wołkowyje, Górzankę i Bereźnicę. Dlaczego takim zygzakiem? Bo nie widziałem jeszcze ruin cerkwi w Berezce, a to chyba obiekt obowiązkowy

IMG_9755.JPG

Potem jeszcze szybciej do Baligrodu, Bystrego i Rabego. No, może od Bystrego do Rabego to już nie tak bystro :)
W Rabem zlała mnie ostro nagła, krótka ulewa a po deszczu pojawiły się Wielkie Muchy. Nie ma jednak możliwości skryć się przed nimi a trzeba dzisiaj jeszcze wyjechać na Przełęcz Żebrak i dalej na Mików i Prełuki. Zakładam kurtkę ortalionową z długimi rękawami i w strugach potu po wewnętrznej stronie pnę się po serpentynach pod górę. Muchy nie poddają się, siadając na odkrytych palcach wystających z rowerowych rękawiczek i na łydkach poniżej spodni. W odległości ok. pół kilometra od przełęczy czuję, że tył roweru zaczyna „falować” a koło stukać obręczą o podłoże. Nieszczęścia chodzą parami. Przez ostatnie parę tysięcy kilometrów nie „złapałem gumy”, a dzisiaj dwie. Zmiana dętki w objuczonym rowerze chwilę trwa. Dętkę wymieniam, lecz nie potrafię zlokalizować dziury w uszkodzonej. Udaje mi się natomiast „wymacać” kolec w oponie. Wystaje wewnątrz opony tak minimalnie, że jest ledwie wyczuwalny. Kolec z trudem wyciągam małymi szczypcami, więc już nie zrobi trzeciej dziury. Zbliża się wieczór i zbliżają się znów jakieś chmury. Po założeniu koła zawracam i zjeżdżam do bazy namiotowej w Rabem, gdzie nocuję sam jeden w ogromnym namiocie. Oczywiście po uprzednim zlokalizowaniu dziury w dętce z pomocą potoku Rabiańskego (czy jak się on tam nazywa) i zaklejeniu jej.

IMG_9772.JPG IMG_9774.JPG