Swoją jedyną książkę Gwidon zredagował sam, nie potrzebował niczyjej pomocy. Zybertowicz nie miał z redakcją nic wspólnego poza tym, że wydana przez UMK książka miała być trzecim tomem serii "Interdyscyplinarne studia nad genezą kapitalizmu", jako samodzielna monografia. Ewidentnie "ktoś" zawalił sprawę, obwiniano jakieś "panie w wydawnictwie" za to, że wydawnictwo wydrukowało książkę w okładkach z Zybertowiczem jako redaktorem. A ponieważ Gwidon go lubił, to niezbyt się tym przejął. I może szkoda.
Gwidon miał wiele "swoich" miejsc. Pewnie zbyt wiele. Nie potrafił inaczej, chociaż zdarzało się, że bardzo chciał. I nie zmarł w szpitalu. Ale jeśli to potrzebne do legendy, to niech tak zostanie.


Odpowiedz z cytatem