Następny dzionek przywitał nas mgiełkami, ale było dużo jaśniej niż w dniu poprzednim. Po jasności z rozmysłem wybraliśmy drogę która zaczynała się przy moście i pięła się w górę. Droga to dużo powiedziane, to po prostu leśny trakt zwózkowy który sukcesywnie windował nas do góry, a im wyżej tym większe zamglenie (albo zachmurzenie)
.
.
Grzybów nie było wiele, zaledwie jeden rydz, więc nie było spowalniających przerw.
Taka sobie wędrówka, jesienna, mocno jesienna, mocno zamglona , wilgotna, bez monidełek z widokami na połoniny, bez szlaków, bez lukrowanych pejzaży, bez większego sensu.
Więc po kiego diabła ?
Może po to, aby dotrzeć na szczyt, na którym wbrew temu co wcześniej napisałem jest informacja że prowadzi tu całe mnóstwo szlaków
.
.
Gdzie jesteśmy ?




Odpowiedz z cytatem