Los tak chciał , że krzyżował ostatnio moje drogi z bieszczadzkimi drogami żelaznymi .
Zbliżało się południe, gdy coś gwizdnęło, buchnęło i zazgrzytało.
Obejrzałem się i banan pojawił mi się na twarzy , bo widok był wspaniały.
Tak, tak, naprawdę jechała powiewając zwiewnie białym dymkiem.
.

.
a późnym popołudniem , w zupełnie innym miejscu przemierzałem torowisko zmierzając do celu.
Wtem z naprzeciwka pojawił się obiekt, dziwnie rozklekotany. Podobnie jak bieszczadzka ciuchcia chwiał się po nierównościach wychylając się na prawo i lewo.
Mimo że szedł środkiem torowiska co chwila nierówności życia rzucały go od jednej szyny do drugiej.
Jako , żem tu obcy zszedłem z nasypu i powiedziałem
- Dzień Dobry !
- I tak należy mówić jak się spotka dobrego człowieka - usłyszałem odpowiedź
Aha !
Już wiem . Miałem szczęście spotkać Dobrego Człowieka, który mimo zakrętu utrzymał stabilność i nie wykoleił się mknąc dalej
.