Dawno już nie wędrowałem , jeszcze parę zatrzymanych refleksji i kadrów z krótkiego bieszczadzkiego wypadu.
Popołudniem zamknąłem drzwi za sobą po to aby uciec w inny wymiar. Postanowiłem ominąć centrum mego miasta i śmignąć tam na skróty przez Rocha , a dalej Dynów i przez pogórze przemyskie.
Zatrzymałem pojazd na drodze na chwilę aby zastanowić się jak ludność korzysta z tego autobusowego przystanku
.
.
I pomknąłem dalej , mijając moją ulubioną zapomnianą kapliczkę i wspinając się serpentynami które oferuje ta droga
Tak mnie coś tknęło w Wojtkowej (albo Wojtkówce) co by skręcić w górki ku Olszanicy. Oj zimowo tam doprawdy było i na drodze i na drzewach
Dalej były wszystkie ulubione i sentymentalne punkty i w Dolnych, i w Czarnej i w Lutowiskach a za Smolnikiem samotny osobnik machał ręką licząc na zatrzymanie.
- Pan do Chmiela ?
- Nie , ale do Dwrenika to już tez kawałek
- bo wie Pan trochę poimprezowałem i w autobusie mnię wzburzyło, ale kierowca zatrzymał się. Czuć trochę żygami ?
- trochę czuć
Taką sympatyczną konwersację prowadziliśmy sobie jadąc w kierunku beleczki, gdzie oznajmiłem pasażerowi że koniec podróży , bo ide na belkę
Informację tą pobrał z godnością i udał się we właściwym kierunku
Ale co to ? wraca już ?
Belka zamknięta. - to brzmiało źle.
No cóż , on poszedł w swoją stronę , a ja pojechałem w swoją kierując się na Nasiczne.
Jakiś diabeł kazał skręcić do hacjendy Janka , ale auto zaczęło się ślizgać i zawróciłem
Nic to , w Berehach jest parking , a nawet dwa i oba odśnieżone, miałem tylko problem które miejsce wybrać, bo zbyt wiele wolnych było.
Zacumowałem pojazd a na plecy zarzuciłem ekwipunek i spojrzałem w niebo pełne gwiazd
.
.
Przede mną ze dwa kilometry na przełęcz Wyżniańską idę asfaltując szosą w zupełnej ciszy , bo samochodów o tej porze brak.
Nagle z naprzeciwka światełko czołówki się pojawiło
Pomyślałem że nasza SG czuwa nie tylko w dzień.
Dobry Wieczór !
- to pozdrowienie w zimowej nocy ze światełkiem poruszającym się główną pętlą bieszczadzką wygląda dziwacznie.
To para młodych ludzi szła w przeciwnym kierunku
Wciąż zadziwiają mnie bieszczadzkie klimaty
Skąd ?i i dokąd szli po ciemku zimową porą w tym bezludziu ?
Dalej przełęcz i droga do Rawek wydawała się prosta .
Jak zwykle wita mnie gwiazda nadzieji przed schroniskiem (ileż to już razy)
.
![]()
Ostatnio edytowane przez bartolomeo ; 30-12-2017 o 21:32 Powód: Ponownie wstawione zdjęcia
Ja wieczorami otwieram drzwi forumowe, żeby też ten inny wymiar odnaleźć...m.in. właśnie dzięki takim relacjom...
naprawdę ciekawe rozwiązanie w kwestii odśnieżania - a może dlatego przewoźnicy się zwijają z tamtych kierunków, bo autobusy nie mają się gdzie zatrzymywaćZatrzymałem pojazd na drodze na chwilę aby zastanowić się jak ludność korzysta z tego autobusowego przystanku
niebo pełne gwiazd, cisza, zapach zimy...po prostu właśnie ten "inny wymiar"...Zacumowałem pojazd a na plecy zarzuciłem ekwipunek i spojrzałem w niebo pełne gwiazd
Też tak mam. Nieodmiennie od lat.Wciąż zadziwiają mnie bieszczadzkie klimaty![]()
Tym razem też miałem zaskoczenie, bo schronisko w środku zimowego tygodnia miało pełne obłożenie, zostało poszukać kawałka podłogi.
Jeszcze tak nie miałem, ale przyjąłem jako nowe doświadczenie. Na pięterku jest mały korytarz , ale wcisnąłem plecak w kąt z zaklęciem " mój jest ten kawałek podłogi"
i zszedłem do jadalni pełnej gości , którzy we własnych grupach spędzali miło czas.
Ja , będąc sam, też chciałem wypełnić jakoś wieczorny czas, wyciągnąłem więc swoją zabytkową komórkę i po kryjomu (co by nie było obciachu) wysyłałem znajomym sms-y z pozdrowieniami
.
Poranek, wczesny poranek w schronisku, jest mocno śpiący. Ktoś z obsługi poratował mnie wrzątkiem mimo że jeszcze nie doszła 8-ma godzina.
W ciszy i spokoju uczyniłem śniadanie we własnym zakresie, patrząc przy okazji na ściany ozdobione nadal zdjęciami naszych forumowiczów
.
.
Tak, ciągle te wspomnienia , tym razem z działania nazwanego FOTIMB, ...to już parę lat minęło, a te nasze zdjęcia wciąż uzupełniają klimat schroniska.
.
Minęła ósma rano , zakulbaczyłem i wyszedłem przed schronisko, aby zobaczyć swój cel dzisiejszy.
Caryńska prezentowała swoje ładne oblicze , a choinki na zboczu , niczym narciarze rozcinały powierzchnię śniegową.
Tam mam iść.
.
Aby dojść ze schroniska Pod Rawkami na Połoninę Caryńską trzeba przejść tą dróżką , która zimą sprawia trudność, ale przez cały rok oferuje widok na to co misie lubią najbardziej na gniazdo Tarnicy
Tym razem nad wszystkim świeciła gwiazda
.
.
Na przełęczy Wyżniańskiej nie było parkowego pobieracza opłat, widocznie miał wolne, więc bez zbędnych postojów przeciąłem główną obwodnicę bieszczadzką i ruszyłem w górę
Kto miał możliwość wędrować tamtym szlakiem wie , że składa się on z kolejnych etapów.
Najpierw podejście do pierwszego lasu, potem stromo prze 1-szy las. Kolejno dłuższe wypłaszczenie z niewielkimi krzewami,
tu okazało się że wielu wędrowców szło przede mną
.
.
Szedłem sobie niczym latem, a nawet lepiej, bo przecież normalnie ścieżka nie jest tak szeroka
Wczesna pora, więc nikt mnie nie wyprzedał i nikt nie schodził ze wschodu słońca
Nie było zwałów śniegu i bez problemu mogłem znaleźć dzwi do drugiego lasu, ale..... ale u jego wrót trzeba było zrobić sobie przerwę na wspomnienia z wyprawy gdy śniegu było tak dużo,
że nie mogliśmy znaleźć tych drzwi do lasu
.
Drugi las to odcinek mocno stromy , na kopnym śniegu trudny do przebycia, tym razem śnieg był twardy , nie było zbędnego kopania, a buczki oświetlone porannym słońcem zapraszały na górne połoniny.
Nie wiem dlaczego dopadło mnie zmęczenie ... w moim wieku ?) Zmobilizowałem się i ruszyłem ku grani
.
.
![]()
Ostatnio edytowane przez bartolomeo ; 02-01-2018 o 20:37 Powód: Ponownie wstawione zdjęcia
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)