Działa to mniej więcej tak - nad Twoją działką mogę przebywać dosłownie kilka minut - a dla tego, że przy braku noszeń paralotnia cały czas opada. Więc powiedzmy, że kręciłem się 5 min nad Twoją działką i uwierz mi nie będę się patrzył na twoje piękne ciało jak się opalasz :) tylko będę bardzo skupiony przez te 5 min aby wybrać odpowiednie miejsce do lądowania i bezpiecznie przyziemić.
I teraz działa prawo - każdy paralotniarz musi mieć obowiązkowe ubezpieczenie OC. Jak kto ma ochotę to jeszcze wykupuje NNW i KL.
Ty (opalając się) widzisz, że wylądowałem na Twojej działce i masz do wyboru:
1. Ubrać majtyi skoczyć do lodówki po piwko dla nas i pijąc razem możesz wysłuchać mojej pięknej opowieści z przelotu :)
2. Dzwonisz po policję, że wylądowałem i poczyniłem szkody na Twoim mieniu. Przyjeżdża policja, spisuje protokół, robi zdjęcia czy coś. Żegnamy się. Mój ubezpieczyciel wypłaca ci odszkodowanie.
Ja wolałbym to pierwsze. A jeszcze bardziej wolałbym wylądować u Twojej sąsiadki jak się opala
pzdr
payonk



i skoczyć do lodówki po piwko dla nas i pijąc razem możesz wysłuchać mojej pięknej opowieści z przelotu :)
Odpowiedz z cytatem