quote=vm2301;83272]Karola, nie można bywać w Bieszczadach nie zakłócając "tego rytmu".

Tak, zgadzam się uściśliłeś moją myśl. Dodam, że wszystko zależy od kultury danego Osobnika Ludzia.


Każdy z nas, gdy tylko pojawi się na miejscu w mniejszym lub większym stopniu wpływa na przyrodę negatywnie.

Musiałabym to dogłębnie zaanalizowac. Jeżeli masz na myśli na przykład zdeptanie żuczka, ślimaka, - to ja mam czyste sumienie, - zawsze na nie uważam. A moi znajomi nabijają się ze mnie, że nie ma szansy dotrzec ze mną w wyznaczone miejsce, bo albo żuczek się przewrócił i wymachuje nogami, więc pomagam mu wrócic do prawidłowej pozycji, albo pilnuje by grupa rowerzystów nie rozjechała liszki ....




Tak więc sprowadza się to do problemu, by stopień tej ingerencji był jak najmniejszy lub jak najmniej szkodliwy.

Dokładnie

Ja rozumiem paralotniarzy, że skoro piechurom wolno tam bywać, to dlaczego im odmawiamy tego prawa.
Teoretycznie rzecz biorąc, to nie trza paralotni, by tę sąsiadkę Długiego do porzucenia lęgu skłonić.
Podobnie pomyśli cyklista.

Tu bym polemizowała


Zakładam, że wszyscy podzielają pogląd, że sporty motorowe uprawiane po lasach, czy połoninach są przesadą.

Niestety nie ..., wiem coś na ten temat.

Tam trafia masa ludzi, gdyby przyjeżdżało tam kilka tysięcy rocznie, to nawet jeepy, czy motolotnie nie narobiły by tyle syfu, co obecnie wycieczki piesze.

o kulturze Ludziów wspomniałam wyżej

Może to mniej o empatii, a więcej o obiektywizmie, .....

Myślę, że równowaga jest złotym środkiem


... ale mam nadzieję, że zrozumiale

o tak, bystra ze mnie kobitka

Pozdrawiam również :)