Właśnie dzisiaj wróciłem z tej wyprawy. Niestety, ze względu na załamanie pogody nie ukończyliśmy bieszczadzkiego odcinka szlaku granicznego, dochodząc tylko do Roztok Górnych i schodząc stamtąd do Cisnej. Mogę więc wypowiedzieć się na temat odcinka Łupków-Przełęcz nad Roztokami, chyba że interesuje Cię także Beskid Niski - to mogę opisać całość trasy Grybów-Łupków

Ilu ludzi spotkaliśmy? Na samym szlaku przez cały dzień 6 (słownie - sześciu). Na pododcinku Łupków - Balnica żadnego, potem dwie panie przy podejściu na Czerenin (szły w tą samą stronę co my, z małymi plecakami) i czterech turystów "plecakowych" idących w przeciwnym kierunku przy urwisku Rypy. Nie wliczam w to stonki, która wysypała się z kolejki na stacji w Balnicy, gdy jedliśmy obiad u Wojtka Judy :>

Walory widokowe - o tym była już mowa w tym wątku. Na odcinku, który przeszliśmy jest raczej mało miejsc widokowych (choć widoki, gdy się pojawią, są naprawdę piękne). Więcej jest między Przełęczą nad Roztokami a Ustrzykami (Okrąglik, Płasza, Dziurkowiec, Rabia Skała, Rawki), ale jak wspomniałem, nie mieliśmy okazji ich podziwiać.

W Bieszczadach na poważnej wędrówce byłem dopiero drugi raz. W zeszłym roku szedłem z Komańczy czerwonym szlakiem do Wołosatego. No cóż, na odcinku Cisna - Okrąglik, połoninach i Tarnicy było dużo stonki, ale też dużo więcej widoków niż na granicznym. Jak ktoś lubi ciszę, spokój i lasy wokół, niech wali na graniczny jak w dym! No i te wielkie maliny! Mniam

Pasmo graniczne to raj dla miłośników I wojny światowej. Tylu okopów co tam, nie wiedziałem nigdzie w Beskidzie Niskim. Bardzo silnym węzłem obronnym była Rydoszowa (880 m). Oprócz okopów widziałem tam coś, co wyglądało na specjalnie zbudowaną (lub zbudowaną w oparciu o naturalne ukształtowanie terenu) drogę rokadową wzdłuż pozycji austro-węgierskich. Poza tym liczne fortyfikacje polowe na wschód od Czerenina wyglądające na:
a) ziemianki
lub b) stanowiska dowodzenia
być może c) stanowiska artylerii
tudzież d) punkty obserwacjne.
Zresztą niewykluczone, że część umocnień, które widzieliśmy, pochodziło z okresu drugiej wojny światowej. Poza tym cmentarzyk z I w.św. na Wierchu nad Łazem (mogiła o wymiarach ok. 6 na 8 m z krzyżem).

Miejsca noclegowe:
Łupków - schronisko "Na końcu świata" prowadzone przez Adama. Obowiązkowo!!! Klimat wspaniały, a klimat tworzą ludzie - my trafiliśmy na świetnych! Ten wieczór przy ognisku, opowieści...

Balnica - można przy stacji kolejki u Wojtka Judy (było kilka namiotów, gdy się zjawiliśmy), jeśli nie chcesz łoić od razu 9 godzin do Roztok Górnych. Zamiast nocować, można coś zakupić w sklepiku lub zjeść obiad (nieduży wybór, ale pierogi mi smakowały).

Roztoki Górne - schronisko "Cicha Dolina". Mam mieszane uczucia co do tego miejsca i jego gospodarza. 8 zł za możliwość korzystania z prysznica (spaliśmy w namiocie na polu obok - to kosztowało 7 zł od osoby) to z deka dużo. Była niemiła akcja z barem, ale szkoda o tym pisać. Bar zaopatrzony jak bar - podstawowe produkty i potrawy "fast foodowe". Ceny też do najniższych nie należą (a wiele schronisk widziałem). Czynny do 20. Wspominam to miejsce miło chyba tylko ze względu na przesympatycznego Pana z Sosnowca - sąsiada z namiotu obok i dwóch Słowaków (Petera i Duszana), z którymi długo w noc gadaliśmy o Polsce, Słowacji i ich historii.
Gdybym miał tam być drugi raz, skorzystałbym z porady naszego sąsiada i poszedł spać po słowackiej stronie Przełęczy nad Roztokami, 200 m od granicy, w wiacie przy źródełku.

Potem to już tylko Ustrzyki Górne, chyba że na dziko no i w parku narodowym...


Podejścia - bywają ostre, zwłaszcza gdy "lampa" daje po karku na polankach. Błota jest zdecydowanie mniej niż w Beskidzie Niskim (co nie znaczy, że go nie ma). Chaszcze bywają uciążliwe, ale nie tak, jak zasieki jeżynowe w Beskidzie Niskim.


To tyle, co przychodzi mi teraz do głowy