Kontynuując...
6. i 7. nocleg
Chatka studencka SKPB Rzeszów w Zyndranowej (zejście czarnym szlakiem z Kiczery - ok. 20 minut; można też z Jałowej Kiczery - ok. 35 minut). Bardzo klimatyczne miejsce (byłem tam drugi raz). 4 zł za namiot, 7 w chatce. Zniżki PTTK i Unia Baz. Kilka pomieszczeń do spania o różnym standardzie (my byliśmy w pokoju VIP-ów). Po wodę chodziło się do studni (polecam
), a a na kąpiel trzeba ją było sobie zagotować. Do sklepu 2 kilometry (czynny 4 h dziennie: 7.30 - 9.30 i 18.00 - 20.00; te 2 ostatnie teoretycznie, bo my kiblowaliśmy pod sklepem ponad godzinę - pani przyszła po 19). Najbliższy większy sklep (sieć "Centrum") - 7 km w Tylawie (tamże restauracja o znośnych cenach, w której jedliśmy obiad i przystanek PKS).
8. nocleg
Pole namotowe w nieistniejącej wsi Jasiel. Bezpłatne. Obok potok Jasiołka (mycie, woda do picia). Są 2 wiaty, miejsce na ognisko i schron-chatka myśliwska, w którym się można przekimać, jak się nie ma namiotu (konieczna karimata). 2 latat temu podczas noclegu nie było tam nikogo, w tym roku jedna osoba. Sympatyczny wieczór przy ognisku (drewno było przygotowane - duże szczapy; po małe szło się obok).
Beskid Niski to wspaniałe miejsce. Mało ludzi (stosunkowo; na przykład między Wysową a Radocyną spotkaliśmy 15 turystów, z czego większość w rejonie Jaworzyny Konieczniańskiej, a dwoje przy Wysowej), cisza i spokój, maliny, lasy. Generalnie nie spotyka się na szlaku granicznym "turystów niedzielnych".
Miłośnicy wojen wojskowości będą usatysfakcjonowani - okopy, przepiękne cmentarze z I wojny światowej (na tym terenie - I Okręg Cmentarny - uważane przez wielu za najpiękniejsze w całej Galicji obiekty projektowane przez Duszana Jurkowicza, wg słów Petera w Roztokach najlepszego architekta, jakiego miała Słowacja), miejsca związane z II wojną światową (grzbiet w rejonie Przełęczy Dukielskiej, ale też np. rejon Ożennej, gdzie we IX 1939 r. walczyli niemieccy strzelcy górscy) oraz z walkami z UPA (Jasiel).
Z reguły trzeba mieć ze sobą zapas prowiantu na 2-3 dni (tak się bałem, że zabraknie mi jedzenia, że po powrocie z Cisnej i rozpakowaniu plecaka wyjąlem z niego 2 pasztety, 2 dżemy i 2 szynki w puszce).
Widoki - fakt, nie ma ich dużo. Najlepszymi punktami widokowymi są okolice góry Chełm nad Grybowem i wsi Wawrzka, Jaworzyna Konieczniańska, a nade wszystko wieża na szczycie Baranie (754 m) przed Barwinkiem, na którą trzeba wejść KONIECZNIE (widzieliśmy stamtąd Tatry!). Z wieży triangulacyjej na Pasice (847 m) widać niewiele (wycinkowe panoramy pozasłaniane czubkami drzew), a słowacka wieża widokowa przy Przełęczy Dukielskiej jest aktualnie w remoncie.
Beskid Niski to kraina błota i jeżyn. Jak ktoś nie lubi mieć porysowanch nóg, niech idzie tam w długich spodniach, nawet jeśli jest 30 stopni (tak robiła moja dziewczyna). Mimo to najgorsze chaszcze widziałem poza szlakiem, gdy szedłem zobaczyć cmentarze wojenne nr 1 i 2 z I w.św. pod szczytem Czeremchy koło Ożennej - kolczaste COŚ miało do 2 metrów wysokości i nie wiem jakim cudem nie podarło na mnie koszulki. "A wokół błoto, błoto i błoto/ I cała nasza droga w błocie" - przerobiła moja dziewczyna znaną piosenkę górską. W Bieszczadach nie było na granicznym nawet w połowie tak mokro, jak w BN. Najbardziej masakryczny był odcinek między Przełęczą Radoszycką a Siwakowską Doliną (praktycznie sam koniec Beskidu Niskiego), gdzie BAGNO (bo trudno nazwać to drogą) w połączeniu ze zwalonymi drzewami wysysało skutecznie siły i obniżało morale załogi.
Do obejrzenia jest mnóstwo rzeczy - zależy kto co lubi. Cerkwie i kapliczki łemkowskie - proszę bardzo. Pamiątki po wojnach - mnóstwo. Zabytki - sporo. Doliny po nieistniejących wsiach - na kopy. Do tego maliny (choć nie tak wielkie i smaczne jak te w Bieszczadach) i jeżny w sezonie jesiennym. Praktycznie codziennie drogę przecinała nam sarna. Misiów i wilków nie spotkallśmy, choć moja dziewczyna twierdziła, że przed Ożenną widziała odciśnięty w błocie coś jakby odcisk łapy niedźwiedzia (potem trochę zmieniła zdanie i mówiła, że to mogła być bosa stopa ludzka
). W każdym razie z opowieści usłyszanej przy schronisku w Hucie Polańskiej wynikało, że w pobliżu jest ostoja niedźwiedzi i że jedno dziecko widziało tam ponoć misia...
Sklepy - jak wspominałem, nie za dużo. Warto zaopatrzyć się w mapę Beskidu Niskiego wydawnictwa Compass (koszt to ok. 9 zł) - są tam poznaznaczane sklepy. Tylko że bez godzin otwarciaA to ma znaczenie (w Barwinku koło kościoła był np. sklep czynny tylko od 8 do 12, nie licząc jakiś dziwnych godzin otwarcia w kwietniu, październiku i paru innych miesiącach
). W ogóle mapa Compass-u jest godna polecenia przy marszu szlakiem granicznym (ale nie tylko), bo są tam poznaznaczane wszystkie słupki graniczne na każdym pełnym kilometrze (czyli zaczynające się na I). Na ogólnie chwalonej mapie Krukara Bieszczad słupki są generalnie zaznaczane co 2-3 kilometry.
Jak jeszcze coś chcecie wiedzieć, to pytajcie konkretnie co - już mi nic do głowy nie przychodzi))
Jeszcze co do stonki - ja nie optuję za tym, żeby góry były zarezerwowane dla elity turystycznej. Każdy ma prawo po nich chodzić (a nawet jeździć kolejkami), ale chciałbym, aby jeszcze każdy turysta umiał się w nich zachowywać jak należy i był do takich wypraw odpowiednio przygotowany (w Sudetach spotkałem kiedyś matkę, która nie zabrała na trasę prowiantu dla dzieci, bo myślała, że na górze będzie schronisko - a nie było...). Nie mam nic do rodzin z dziećmi - nawet małymi (no, może z wyjątkiem dzieciaka, który darł się rano i wieczorem w bazie w Radocynie i nie pozwalał m zasnąć). Spotykałem i w Beskidzie Niskim, i u siebie - w Sudetach rodziców, którzy sami zakochani w górach wprowadzali w nie dzieci. No problem. Martwi mnie komercja, to że szlaki zaczynają przypominać deptaki w uzdrowiskach i że obniża się tzw. kultura turystów. Ilu z nich wie, że w górach mówi się napotkanym wędrowcom dzień dobry/cześć? Ileś razy mi się zdarzyło, że pozdrawiając ich patrzyli na mnie jakbym był z innego świata (czy to mój znajomy?). Coraz bardziej drugi człowiek w górach zaczyna być obcy, obojętny i to jest smutne...
Na koniec chciałbym jeszcze uzupełnić odpowiedź joorgowi.
Otóż z owego zaznaczonego na czerwono przez Ciebie fragmentu mej wypowiedzi dość jasno wynika, że w Bieszczadach byłem więcej niż dwa razy w życiu - tyle że nie na wielodniowych wyprawach z plecakiem. Kłaniam się nisko i proszę o czytanie ze zrozumieniem.


) i jeżny w sezonie jesiennym. Praktycznie codziennie drogę przecinała nam sarna. Misiów i wilków nie spotkallśmy, choć moja dziewczyna twierdziła, że przed Ożenną widziała odciśnięty w błocie coś jakby odcisk łapy niedźwiedzia (potem trochę zmieniła zdanie i mówiła, że to mogła być bosa stopa ludzka
Odpowiedz z cytatem