Oj to prawda, leżała baba, leżała :]
A tak poważnie to wystarczającą wiedzę masz na mapie. Po to wszak uczy się nas czytać mapę ze zrozumieniem. Po części (w kwesti dot. długości) wtłumaczyłem to już w powyższym poście. A dodam, że w sąsiednich ciekach położonych w podobnych warunkach (a nie odmiennych jak Nil i Amazonka) z których jeden jest 3-4krótszy od drugiego, to nietrudno będzie przy tej skali róznicy wywnioskować który niesie więcej, a który mniej wody. Dodatkową wiedzę masz z relacji W. Krukara, a nawet na zdjęciach w tym wątku. Zaś znając specyfikę górskich źródeł i widząc rysunek poziomicowy terenu płd-wsch zboczy Piniaszkowego możesz określić skalę wypływu spod tegoż szczytu, przynajmniej w stosunku do opisu źródła pod Diwczą. Co innego gdyby skala różnicy nie przekraczała kilku %, ale tu różnice chyba są większe (przynajmniej w długościach cieków 3-4 krotne).
To że kryterium najdłuższego nurtu nie pasuje do źródła pod Diwczą to już chyba wykazane w poprzednim poście. To że kryterium ilości przepływu wód raczej też będzie za słabe (przy 3-4 krotnie krótszym cieku) dla źródła pod Diwczą, to też chyba jasne. To że kryterium najwyżej położonego źródła też nie spełnia, to już sam W.Krukar rozwiał w swej relacji.
Więc czy pozostało jeszcze jakieś porządne kryterium na uznanie źródła pod Diwczą jako głównego źródła?
Chyba nie. Więc dlatego wskazałem za jedyne możliwe kryterium regionalistyczne, tradycyjne (choć może lepiej napisać: pseudo-kryterium).
Ja nie wiem ile to ma.. Ale W. Krukar to poruszył.
Choć można jednak tu też wyodrębnić jedno z kryteriów: żródło najdalej położone od ujścia - w takim przypadku położenie "najdalej na..." może mieć sens. Chciałbym zauważyć, że każde z kryteriów ma swoją zasadność, nawet to regionalistyczne. Wszak sam uprzednio podałeś 3 kryteria (dlugość, ilość wody, wysokość źródła), a to już oznacza że nie ma jednego kryterium, czyli jednoznacznego, bo przynajmniej w kilku procentach przypadków mogą dawać rozbieżne wyniki.
To trzymając się terminologii gdzie będzie międzyeuropejski?
I jeśli dział międzykontynentalny rozdziela rzeki dwóch kontynentów, to co rozdzielałby dział międzyeuropejski?
No ale to już poboczny wątek. Razi mnie po prostu niekonsekwencja terminologiczna, która jak widzisz kłóci się dalej z logiką (tu wynikałoby że: międzyeuropejski).
Akurat powierzchnie dorzeczy są chyba najwazniejszym spośród szeregu czynników wpływających na ilość przepływu wody. Z jakiejś powierzchni opadu (czyli w praktyce: z dorzecza) ta woda musi jednak spływać i zasilać rzekę.
A hydrolodzy... cóź, ich badania nie zależą od naszych życzeń, ale konkretnych potrzeb określonych w ich projektach.
Sam już gdzieś napisałeś że są 3 kryteria (zresztą niekoniecznie tylko trzy): długości nurtu, wyskości źródła, przepływu wodu. Hydrolog dokonuje pomiaru tylko jednego z nich.
Hydrolog tu nic nie wskazuje, lecz mierzy. I to tylko jedno 1/3 z tych kryteriów które sam wskazałeś.
No i nie sprowadzaj arbitralnie kartografów jedynie do roli podpisania i zredagowania (tylko legendy do mapki? bo to się redaguje, zaś mapę się kreśli).
Hmm... sam nie wiem.
W Bieszczadach wiele się zmieniło w przeciągu wieku w stanie przyrodniczym. Zarówno z przyczyny człowieka, jak i samej natury (patrz: Jeziorka Duszatyńskie).
We wspomnianym miejscu widać dwa czynniki zmieniające stan rzeczy:
a) wysiedlenie ludności - od tego raczej za bardzo sieć wodna się nie zmieniła, choć może nieco natężenie przepływu poprzez zmianę użytkowania terenu;
b) wprowadzenie nowej infrastruktury powiązanej z pracami ziemnymi - to może już znacznie zmienić stan wód, zarówno układ cieków a co za tym może iść - wielkość przepływów w nich. Myślę tu zwłaszcza o tej linii kolejowej, której umocnienia nasypu mogły zmienić krążenie wód podskórnych, a więc zasilanie cieków.
Czy ktoś wie w którym roku powstała ta linia kolejowa?
Hihihi... Jednoznaczne to znaczy jedno. A Ty podałeś 3 kryteria. Które owszem mogą się zbiegać w jednym miejscu. Ale ja czepialski jestemale bądźmy ściśli w słowach.
A czemu nie? I pytam całkiem poważnie!
Naukowcy chyba zbyt często siedzą zapatrzeni w swoje bazgroły notatki i badania, a za mało patrzą dookoła na to co się dzieje wokół i to w materii której sami dotykają. Czemu niby lokalne społeczeństwo chciałbyś pozbawić głosu? Bo nie ma specjalistycznego wykształcenia, jak jakiś przemądrzały gościu z uczelni?
Jestem ZA![]()



Odpowiedz z cytatem