Dla zaspokojenia twej ciekawości - mam. Jednak osobiście uważam że to nie formalne wykształcenie decyduje o umiejętności czytania mapy. Mapę nauczyłem się czytać w podstawówce i szkole średniej. W szkole wyższej nie uważam by mi jakoś szczególnie poszerzono umiejętności czytania mapy. Wykształcenie uważam często za zwodnicze, ktoś bez wykształcenia ale autentyczny hobbysta może umieć więcej niż ten niby-wykształcony „z papierkiem”. Jak sam widziałeś W. Krukar też potrafi pomylić Płd z Pn.
Nooo tylko że wymierzenie tych współrzędnych to często siermiężna praca. Tym bardziej siermiężna, im bardziej dziwiczy jest teren i ile trzeba zrobić ciągów poligonowych w terenie od najbliższego stałego głównego punktu poligonowego (też przez kogoś uprzednio siermiężnie wyznaczonego). Zresztą jak chyba wiesz w geodezji na Ukrainie dochodził jeszcze ten problem że oni tam mierzyli z różnicą wysokości 4metrów w stosunku do polskiej geodezji. Nie będę się w to bardziej zagłębiał, bo geodezja nie jest działem w którym się specjalizuję, jednak zdaję sobię sprawę że to żmudna praca, bo sam czasem pracuję ze szczegółową mapą topograficzną.
Ja mam nadzieję że m. topograficzna jest źródłem dla wszystkich map turystycznych. Jednak w procesie generalizacji różne rzeczy już się później dzieją
Nie. Byłem tylko przy Studniku. Resztę analizuję na podstawie tych informacji co tu widzimy (mapa, relacja).
O tym dziale (wododziale) europejskim to „szukanie dziury w całym” wynikło z percepcji czytania pojęć. Dla mnie gdy mówimy o obiektach –np. górach, niznach, miastach europejskich- to oczywiste jest że percepcja rozumie to jako obiekty położone wewnątrz Europy. Natomiast jeśli mówimy o zasięgach i granicach –np.kultury europejskiej, granicach fiz. Europy- to swoją percepcją biegniemy gdzieś po granicy Europy z Azją lub Afryką (choć w tym drugim tylko granica morska, ale to też blisko) i to raczej niezależnie od pojęć społ-ekon czy fiz-geo. Wododział jak dla mnie też jest pojęciem z typu: zasięgów i granic (więc percepcja przy wyrażeniu „wododział europejski” odbiega gdzieś na obrzeża kontynentu), a nie typu: obiektów. Zaś nazwy nie powinny zbyt daleko odbiegać od percepcji. No ale może mam zaburzoną percepcję :P
Jeszcze jedno przemyślałem, o tym wpływie wielkości opadu i powierzchni dorzecza na przepływ wody w cieku. Co prawda w przypadku tych trzech mikro-dorzeczy każdego strumyka raczej nie zuważymy żadnej różnicy w opadach, ale..
..chyba jednak niewykluczone jest zaobserwowanie istotnej różnicy opadów na obszarze Bieszczadów w sąsiadujących dorzeczach (a nie tylko najbliżej w Tatrach, jak to poprzednio napisałem). Nie stwierdzę tu teraz ścisłych faktów, lecz jedna rzecz która mogłaby być wynikiem istonej różnicy opadów w dorzeczach bieszczadzkich, rzuca mi się w oczy. Mam na myśli to, że południowo-zachodni skłon głównego grzbietu Bieszczad ma wyraźnie większą różnicę wysokości (wysokości względnych) niż stok północno-wschodni. Widać to wyraźnie na mapie po różnicy w głębokościach dolin, a nawet ma to też swoje skutki gospodarcze (linia kolejowa na płd-zach od przeł. Użockiej jest o wiele bardziej kręta, niż na płn-wsch od przełęczy). To mogłoby wskazywać na znacznie większą erozję, co z kolei może wskazywać na znacznie większy spływ wód po południowo-zachodnim stoku, a więc w prostej linii na większy opad.
Choć różnice wysokości nie są tak duże jak te w Tatrach, które tam powodują zjawisko halnego (zjawisko halnego jest związane właśnie z większymi opadami po słowackiej stronie Tatr), ale za to ekspozycja grzbietu jest trochę korzystniejsza w stosunku do dominujących kierunków wiatrów, niż w Tatrach.



Odpowiedz z cytatem