Jeszcze coś dołożę:
Wątek o ukąszeniu przez żmiję przewinął się rok temu przez dwa fora górskie.
Udział w dyskusji wzięli fachowcy - Kuba Radliński z GOPR i Kajetan Gawarecki - ratownik medyczny:

A także i ja i Jacob.p.pantz i parę innych osób jako "pytający".

Załączam linki:

Warto przeczytać, bo obie dyskusje są niewątpliwie bardzo ciekawe (przewinął się wątek opaski uciskowej).

http://www.321gory.pl/phpBB2/viewtop...er=asc&start=0

http://www.jkw.pl/forum/read.php?1,8143,page=1

Zwłaszcza drugi link jest bardzo ciekawy.

Polecam na prawdę wszystkim, nie tylko Lucynie.



Basia Z. napisał/a:
- wąż - zwykła "nasza" żmija zygzakowata.
- miejsce - góry Ukrainy lub Rumunii - minumim 12 godzin marszu od wszelkiej cywilizacji, bez możliwosci wezwania sprawnie działających służb, liczyć można tylko na siebie i swoją grupę.

Co wtedy ?
KubaR napisał/a:
Spisać testament?

A na poważnie to:
- zrobić to co napisałem poprzednio (łacznie z opaską),
- wyssać jak się da wysysaczem

Co do patentów z rozcinaniem itp. to trochę bez sensu bo jad tych gadzin działa anykoagulacyjnie i jedną z cech charakterystycznych ukąszenia przez żmiję jest to, że cieknie krew (z leka).

A przedewszystkim DOSTARCZYĆ DO LEKARZA. Sami nic nie zrobicie, żebyście się przysłowiowo zesrali.
Pozdrowienia

Basia