Powiem Wam, że strasznie mi się chce śmiać z przesądów i wierzeń dotyczących naszej "niebezpiecznej" zygzakowatej.
Dwa FAKTY dla waszej wiedzy.

1. W 1991 roku wspinając się po skarpie w okolicach Chrewtu zostałem ukąszony przez bestię. Ukąszony zostałem w lewe ramię. Nie będę się rozpisywał jak i dlaczego itd. bo jest to nieistotne. Ważne, że jadąc karetką do szpitala w Ustrzykach poczułem pierwsze mdłości po ok. 4 godzinach od ukąszenia. Pierwszy zastrzyk surowicy otrzymałem zaś dopiero po ok. 5 godznach. Dlatego też spokojnie! Zakładając ukąszenie żmiji na jakimkolwiek szlaku w bieszczadach spokojnie z niego zejdziecie i wezwiecie pomoc. Także zapomnijcie o wszelkich opaskach, surowicy w plecaku itd.

2. W 2006 roku mój wujek, mieszkaniec Ustrzyk Dln. został ukąszony przez żmiję na działce w Jasieniu. Ukąszony w mały palec dłoni. Jako "twardziel" i "rdzenny bieszczadnik" (hehe) nie wezwał pomocy i nie otrzymał surowicy. Żyje do dziś....