W swoim wątku "słów kilka(dziesiąt)..." opisałem jak doszedłem w czerwcu do jednej, jest tam dość łatwe i czytelne dojście nawet nie specjalnie kamuflowane. Druga, odnaleziona w lipcu, już wymagała trochę wysiłku. Nie była zbyt dobrze opisana w Internecie. W Google mało znalazłem, chociaż były wskazówki jaki to rejon. Otrzymałem też osobistą wskazówkę, ale jak się później okazało niezbyt precyzyjną, która mnie totalnie zmyliła i skończyło się, że szukałem jej niczym indiański tropiciel... i to już jest wskazówka Znalazłem ją sam a szukanie i błądzenie zaprowadziło mnie też w rejony w których jeszcze nie byłem.
Sam osobiście nigdy w nich nie spałem i nigdy też takiej potrzeby nie przejawiałem, więc słysząc o nich wcześniej, kompletnie się nimi nie przejmowałem. Jednak w tym roku by sobie jakiś cel obrać, co lubię (chyba skrzywienie zawodowe z tymi celami), pstanowiłem je odwiedzić. Są chyba największe bo inne jakie gdzieś spotykałem to raczej jakieś szałasy chociaż jedną kiedyś spotkałem w lesie i na pierwszy rzut oka to nie była chatką ogólnie dostępną. Dobrze schowana a tylko przypadek dzikiego błądzenia sprawił, że wszedłem na nią. I powiem szczerze wcale mnie nie ciągnie by ponownie ją odszukać... jeśli aż tak została schowana to w jakimś celu. Nawet się zastanawiałem jak do niej dochodzą ewentualni mieszkańcy/właściciele bo od strony drogi było zbyt trudno. Więc niech nadal bedzie schowana a odkryta dla błądzących po wertepach.
Inną też spotkałem, ale miała stosowny napis "teren prywatny i był nawet telefon podany". Solidne ogrodzenie z zasiekami z krzaków, ostrych kołków, zabezpieczeń (chyba przed niedźwiadkami) i... sporą ilością uli na małym terenie za ogrodzeniem. To właśnie bzyczenie pszczół mnie tam naprowadziło bo dochodziło zbyt intensywnie z konkretnego kierunku. Chatka schowana w lesie i widać zamieszkana bo nawet miała swój mały zadbany ogródek. Też się zastanawiałem jak tam mieszkaniec dojeżdża, chociaż do sklepu miał z 1 godzinke drogi, w sumie co to jest. Trafiłem na nią bo zszedłem ze szlaku na którym była prowadzona ogromna zrywka (traktory, hałas, błoto,walace się drzewa) i poszedłem sobie na azymunt.
Znalazłem też kilka szałasików przykrytych "jak bóg da" i mam wrażenie, że zamieszkiwali w nich w okresach gdy jest cieplej, jacyś ludzie, którzy woleli tam mieszkać niż gdzieś pod mostem. Bodajże, w zeszłym roku opisałem jedną taką i idących do niej jej dwóch mieszkańców, którzy nie kryli niezadowolenia, że się tam kręcę i patrzyli na mnie wilkiem.
Więc nie dziwi mnie, że chatki są owiane tajemniczością bo "znający temat" chcą mieć w względny spokój "w temacie". Sami o nie dbają, a jeśli już jacyś „nie znający się na rzeczy” się w nie wpakują to nie respektują ustaleń... nie zostawią jej tak jak by sami chcieli ją zastać. Zostawiają bez drewna na opał, zostawiają śmieci, nie naprawiają co mogliby naprawić, nie sprzątają po sobie, nie wnoszą tej „dobroci” jaką daje "darmowy" dach... brać a nie dawać nic, i tak nie wie nikt kto tu był (jeśli się jeszcze nie wpisze do zeszytu). Więc nie ma się co dziwić, że nie ma tego „na talerzu” i każdy trzyma parę w gębie. Ja się nie dziwię!