Pierwsza lekka anomalia pogodowa objawiła się pod postacią żony Kuma. Najpierw sesję egzaminacyjną wyznaczono jej na weekend chrzestny i nie dało się testów przełożyć, a potem rzeczoną dotknęla niedyspozycja, która oparła się o szpital, więc atmosfera w rodzinie mocno zgęstniała.

Kum bez połowicy rusza się gdziekolwiek niechętnie, co jest tym trudniejsze, że są oboje rodzicami półtorarocznego Kumiątka (oczywiście w Biesy zaproszenie otrzymała cała trójka). Ostatecznie jednak w charakterze anioła opatrznościowego pojawiła się teściowa Kuma, która zatroszczyła się o Kumiątko, a żonę Kuma szczęśliwie wypisano ze szpitala, dzięki czemu mogła pojawić się na egzaminach. No i stanęło na tym, że Kum w Łopience pojawi się solo. Trzeba było z żalem poinformować gościnnych gospodarzy w Wetlinie, że przyjedziemy w zmniejszonym skladzie. Ale to była dopiero przygrywka.

Prawdziwe tornado przeszlo nad Zaciszem w przeddzień wyjazdu, gdy to mój osobisty szef (nie wspomnę jego narodowości i konduity jego mamusi, bo wyjdę na rasistę i chama) poinformował mnie, że... odwołuje mój urlop, bo jest sporo pracy, więc dział nie może zostać bez mego światłego przywództwa.

Arrrrrghhhh... Z faktu, że jesteśmy zawaleni robotą, zdawałem sobie sprawę od dawna, więc przez ostatni miesiąc robiłem wszystko, by moja tygodniowa nieobecność nie wpłynęła na bieg spraw. O tym starałem się pryncypała wszelkimi znanymi metodami przekonać, ale na próżno. Stanęło nam przed oczami widmo odwołania chrztu i udziału w KIMB-ie, ergo czekało nas sprawienie zawodu wielu miłym ludziom i klops organizacyjny w kwestii powsimordowej.

Zaczęliśmy intensywnie rozważać alternatywy. Nie było tego dużo. Ostatecznie stanęło na tym, że chrzest odbędzie się zgodnie z planem, po nim nastąpi szybki odwrót na Mazowsze wzdłuż linii Wisły, a po tygodniu drugi atak KIMB-owy w wykonaniu li tylko Marcowego. Czekało nas zatem wiele godzin spędzonych w samochodzie, a kontakt z górami w większości odbyć się miał przez szybę autka.

Słabo...

CDN