Czwarta rano.
Równomierny mrałkot silnika wprowadzał w stan teleportacji. Leżąc na podłodze blaszanego dostawczaka przenosiliśmy się w inny świat.
Niczym w kapsule statku kosmicznego dokonujemy przerzutu z codzienności w urojoną zieloną przestrzeń.
Jeszcze wczoraj dzień przeciągał się mnogością spraw do załatwienia, do załatwienia koniecznie pilnie i bez poślizgu. Wymuszony stres codziennych zajęć podkręcał atmosferę działań. Z odrobiną niepewności czy uda się wszystko przygotować do wyjazdu.
A teraz to miarowe mrałczenie diselka dochodzi z zewnątrz a my zamknięcie w ciemniej blaszanej kapsule.
I nagle zalega cisza. Zgrzyt otwieranych drzwi
Otwiera przebijającą jasność. Jednoznaczne słowa kolegi Królewicza nie pozostawiają wątpliwości ; koniec jazdy – Medyka.
Zarzucamy plecaki i ciągniemy się do najbliższych ławek które swoistym zbiegiem okoliczności są zamontowane przy barze z leżajskim jasnym pełnym.
Jest piękny majowy poranek. Pociągając złocistego napoju ustalamy wstępne założenia.
Założenia zmierzające do celu o pięknym imieniu PARASZKA.
.
całość foto-relacji z wyprawy jest dostępna pod
http://henek.wordpress.com/


Odpowiedz z cytatem
