Mamy zatem „Alfabet wg Pastora”. Czemu nie ? Był wg Urbana, wg Kaczyńskich, to może być i wg naszego Szanownego Kolegi.
Faktycznie, zostałem (w rezultacie przejęzyczenia miłej panienki z ZpC) nazwany Stałym Tubylcem. Poczytuję to jednak za jeszcze niezasłużony awans. Bywalec bowiem - bywa, a tubylec - mieszka stale. O tym, aby zamieszkać w Bieszczadach marzę, ale nadaremnie (chyba).
Andrzeju627 - czekamy na link do filmu z VII KIMB, który nakręciłeś.
A tymczasem - słów kilka.
Na KIMB-ie było nas faktycznie nieco mniej niż rok temu, ale uważam, że dobry klimat tego „zjawiska kulturowego” został zachowany. Pojawiły się nowe buzie, znane dotychczas tylko z forum. Okazało się przy okazji, że Długi wcale nie taki znowu długi, gdyż ma ok. 1,80 m. Nie jest to wcale mało (zwłaszcza przy moim 1,71 m), ale ów pseudonim kazał mi dotychczas przypuszczać, że Długi posiada wzrost amerykańskiego koszykarza. Takiego nie posiada. Posiada za to bardzo fajną żonę. On i Manio byli chyba jedynymi, którzy przyjechali z drzewem do lasu.
Proszę mnie o nic nie podejrzewać. Na KIMB-ie byłem świętszy od Św. Aleksego, wyjąwszy kwestie spożywania trunków naturalnie. Jedna rzecz nie dawała mi tylko spokoju. Gdy wieczorem, przed 19-tą wychodziłem na KIMB, jedna pani w domu, w którym mieszkałem, przesłała mi niezwykle promienny uśmiech. Przypuszczałem nawet, że to któraś z KIMB-wiczek mnie rozpoznała, ale później, podczas „obrad” jej nie zauważyłem. Ale wiem, że mieszkała razem z koleżanką w pokoju prawie vis a vis mojego.
Do domu wróciłem w nocy o godz. ... No właśnie, o której ? Grunt, że wróciłem. Spałem do godz. 14-tej w niedzielę. Później, gdy się wygramoliłem z pokoju, sąsiadek już nie było. Wynika z tego, że przyjechały tylko na jedną noc z soboty na niedzielę.
A na KIMB-ie to było tak. Wszystkie wygrane przez moczymordy, pardon: powsimordy, trunki zostały uspołecznione. Ponadto rzeczony Długi postawił skrzynkę cholernie mocnego piwa. Gdy do tego się doda trunki indywidualnie na miejscu zakupione lub wniesione, a odejmie się gęby niepijące, to wychodzi ok. litra na głowę. Nie przesadzam, zdaje się, że tyle co poniektórzy (bez przykrych konsekwencji) wypili. Może i ja tyle wypiłem ?
W tym roku do konsumpcji był nie baran, lecz świniak. Chyba to było przyczyną, że nie wszyscy obecni zdecydowali się na niego i na te 40 zł/os. Może byli wśród nas jacyś kryptostarozakonni, kryptojehowcy lub co najmniej kryptoadwentyści dnia 7-go. Bo takowi wieprzowiny faktycznie nie jadają.
Z rozrywek „dla ducha” wymienić należy slajdy Irka oraz gitarowe ballady Mania. Te drugie, przy ognisku, nadały KIMB-owi dodatkowy urok. Nieobecni niechaj żałują. Zwłaszcza Orsini. Być członkiem forum, przyjechać w Bieszczady i nie przyjść na KIMB ?
Identycznie postąpiły Żabki, para moich przyjaciół z Warszawy. Ok. godz. 20-tej otrzymałem od nich sms-a, że nie przyjdą, gdyż są ... zmęczeni (chyba sobą nawzajem).
Trudno. Informuję wszystkich, iż Orsini oraz Żabki niniejszym otrzymują ode mnie upomnienie.


Odpowiedz z cytatem