No, zdjęcia jak zdjęcia. Nic specjalnego.
Chyba taki sobie widok, trochę zmieniony dam na tapetę.
No, zdjęcia jak zdjęcia. Nic specjalnego.
Chyba taki sobie widok, trochę zmieniony dam na tapetę.
No patrz, szkoda. Może następnym razem![]()
Dzięki za te zdjęcia. Robią wrażenie.
Miło jest obejrzeć kadry zatrzymane przez kogoś kto umie patrzeć.
W zalewie bylejakiej mnogości (cyfrowej) te wybijają się ponad.
Dzięki.
Bóg zapłać, miłe to co piszesz Henek, jeno się nieco zambarasowany czuję, bo jakoś samozadowolenia osiągnąć nie mogę...
No i dobrze.
Brak samozadowolenia jest inspiracją to tworzenia jeszcze lepszych rzeczy.
Vm2301 przemawia przez Ciebie nadmierna skromność a niepotrzebnie bo Masz czym się pochwalić i widać, że umiejętności techniczne też niczego sobie. Proszę o więcej, bo można z twoich pomysłów czerpać inspiracje.
pozdrawiam
Marek
a ja po obejzreniu twoich zdjec juz sie ciesze na moj wrzesniowy wypad w Bieszczady :)
pozdr
Nimka
Ten rok mnie nie rozpieszcza jeśli chodzi o wyjazdy. tyle spieprzonych planów, "weekendowych niewypałów", wakacje tyż do dupy...więc myślałem, że się ze szczęścia zesram gdy mijałem Lesko w kierunku Balowego grodu.
2-3 dni spędzone tu dają mi kopa na kolejne 2 miesiące.
Plany miałem, no ale oczywiście rzeczywistość je weryfikowała - tak więc zamiast chaszczowania, albo łażenia po połoninach rodzinne spacerki i wycieczki objazdowe po cerkiewkach.
Zamiast spacerku na Łopiennik z jakimiś babami- dużo krótszy połączony z wcześniejszym powrotem do domu - tu okazja spotkania kolejnego forumowicza przeszła koło nosa. No ale trudno. Może następnym razem:)
Pierwszego dnia uwskuteczniłem kilka spacerów do ... piwnicy, machnąłem, siekierką co by było czym palić w kominku i z radości obaliłem flaszkę.
Dnia następnego wypad na kirkut - ilekroć tam bywam,mam wrażenie, że odwiedzam to miejsce po latach - strasznie widać, że ludziska pracują.
Pogoda pikna, siedziałem tam chyba z godzinę - do sms-a.
Dwie mordy wygłodniałe ślinotoku dostawały na myśl o świeżym pieczywie i jakiejś nutelli, a trzecia gęba kawy nażłopać się chciała.
Nie chciałem ryzykować.
Popędziłem do sklepu.
Parkując zadarłem głowę, by na postępy prac w cerkwi popatrzeć.
Ponoć chłopy muszą się uwijać, co by podołać zobowiązaniom.
Bania prosto stoi.
Jeno jeszcze jakimś sajdingiem by boki obili i można msze zamawiać.
Szybko popędziłem z zakupami, na znaki nie bacząc...co miało mnie zgubić dnia następnego, gdym musiał zasilić kasę państwową, czy wojewódzką kwota trzech kur** stówek. Nie mają już gdzie fajansiarze stać.
Chwile później piłem kawę na kępę spozierając.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)