Tygodniowy wyjazd, pod hasłem "odpocząć i trochę tylko dupą ruszyć".
Raz, że zaległości w kontaktach rodzinnych trza od czasu nadrabiać, dwa lekka niedyspozycja - nie sprzyjały kilkugodzinnym, mrożącym krew w żyłach wyprawom w Bieszczady Wysokie.
Pierwszy dzionek upłynął na sprzątaniu chałupy i zaopatrzeniu na najbliższe dni w baligrodzkich marketach. Stąd nie omieszkałem rzucić okiem na postępy w pracach w cerkwi.
No i rozgrzewanie domu i siebie, niekoniecznie tylko za pomocą kominka![]()


Odpowiedz z cytatem