Żałuję, że nie udało mi się uratować stołu z rodzinnego domu mojego dziadka. Jeździłam od urodzenia do jego rodzinnej miejscowości, byłam w tym domu nie raz, rozpadał się coraz bardziej, służył za rupieciarnię, aż go w końcu rozebrali a wyposażenie pewnie przepadło. Dopiero długo później przyszło mi do głowy, ze mogłabym coś stamtąd zabrać. Stół to była jedna z tych rzeczy. Taki solidny, rzetelny, wiejski stół. A przy okazji pewnie zrobiłabym przyjemnosc dziadkowi. No ale domu nie ma, stołu nie ma i dziadziusia też już nie...
Szkoda