Sytuacja powoli się wyjaśnia, a i emocje opadają.
Z drużyn, które nas pokonały, jedna (Niemcy) awansowała do pierwszej europejskiej czwórki i będzie walczyć o medal. Niewykluczone, że o złoty. Druga wczoraj po tragicznym „boju” uległa Turcji. Ale cóż, jak się nie potrafi strzelić 3-ch rzutów karnych ...
Naszą drużynę nadal zaliczam do dość dobrych drużyn europejskich - do tzw. wyższej klasy średniej, posiłkując się burżuazyjną terminologią społeczno - ekonomiczną. To nie orły, ale może chociaż sokoły, a w każdym razie nie ptasia drobnica.
Graliśmy tak, jak na to pozwalały:
1) umiejętności indywidualne poszczególnych graczy oraz organizacja gry naszego zespołu,
2) forma fizyczna i psychiczna zawodników,
3) gra przeciwników, czyli (chronologicznie) Niemiec, Austrii i Chorwacji.
Ad. 1.
Prezentowaliśmy przeciętny europejski futbol ligowy (jeśli chodzi o predyspozycje indywidualne). Artur Boruc błyszczał na tle kolegów z zespołu, ale chyba jest jeszcze za wcześnie, aby okrzyknąć go światowej klasy bramkarzem. Bardzo kontrowersyjny obecnie (jako działacz piłkarski i dziennikarz) Jan Tomaszewski bronił niegdyś jeszcze lepiej. Nie oznacza to, że Boruc nie będzie jego godnym następcą. Szanse (realne) ma. But, it’s a long way to the Tipperary.
Jacek Krzynówek, gdy patrzyłem na niego każdorazowo pod koniec meczu, stanowił dla mnie przykład słuszności teorii Darwina. Tak oceniałem, zdenerwowany jego nieskutecznością, fizjonomię Jacka.
Powie ktoś, że jestem niesprawiedliwy, że uroda, a raczej jej brak, jeszcze o niczym nie świadczą - zwłaszcza u płci już z natury zwanej brzydką.
Oczywiście, nie każdy musi być tak przystojny jak nasz Piotr. Swego czasu nazwałem go nawet na Forum „bieszczadzkim Belmondo z Opola”, z wdzięcznością rewanżując Mu się za komplement określenia mnie mianem Jozina z bazin.
Reasumując, o ile Piotr Sz. swoim wyglądem potwierdza biblijny cytat „na kształt i podobieństwo swoje”, to fizjonomia Jacka K. zdecydowanie dowodzi słuszności teorii ewolucji.
Jest na to prosta rada, jak tę wrodzoną wadę zatuszować, poprawiając równocześnie skuteczność gry w ataku. Okulary. Nawet największy młot, po założeniu okularów, zaczyna wyglądać inteligentnie. Aspektem praktycznym zaś wtedy jest, jak wszyscy wiedzą, poprawa zdolności widzenia. Widzi się bramkę tam, gdzie ona faktycznie stoi, i do niej (a nie grubo ponad lub grubo obok) strzela się piłkę.
Żarty na bok. Krzynówek, jak podaje sportowa prasa, więcej siedzi na ławce rezerwowych niż gra w pierwszym zespole klubowym. To dobrze, bo mniej się męczy i zużywa. Wziąłby się solidnie chłop za treningi strzeleckie, jak niegdyś mój (i Pastora, i Ducha Przeszłości) imiennik Deyna. Śp. Kazimierz Deyna, aby dojść do wprawy, kopał na treningach na boisku Legii nieskończenie długo, ćwicząc nie tylko nogę, ale - przede wszystkim - oko.
Euzebiusz Smolarek to, moim zdaniem, niegdysiejszy Włodzimierz Lubański. I mimo to został niewykorzystany, prawie w ogóle nie było go widać na boisku !
Tu przechodzimy do czynnika organizacji gry w zespole. Coś nawalił mój ulubiony Leo Beenhakker. Wystawił Ebiego za daleko do przodu, tak że ten (osobiście słyszałem wywiad !) żalił się, że po dwadzieścia parę minut nie otrzymywał od kolegów piłki. Czyli że latał luzem - taki, ot, wolny elektron.
Mam podejrzenia co do nieskuteczności gry zespołu. „Ktoś” chciał „coś” chłopakom obiecać za konkretny sukces na ME 2008, ale z kolei inny „ktoś” to storpedował. Więc chłopcy się obrazili - na tego „kogoś”, ale również i na siebie nawzajem (bo zdania były podzielone). Ale nie ciągnijcie mnie za język, bo nie chciałbym na stare lata włóczyć się po sądach.
Ad. 2.
Forma zawodników - na mocną trójkę lub słabą czwórkę (w skali 5-cio stopniowej). Nie zauważyłem, aby nasze chłopaki dyszały jak pies w czasie upału, ani aby się kogoś bały. Przeciwnie - nasi zawodnicy biegali (co prawda nie za bardzo składnie) jak dobre konie wyścigowe, a faulowali (nawet gospodarzy turnieju !) jak - nie przymierzając - Andrzej Gołota.
Ad. 3.
Podzielimy ten „rozdział” na trzy fragmenty.
Polska - Niemcy.
Sprawa była z góry przegrana. Z Niemcami wygraliśmy ostatnio chyba pod Grunwaldem, a i to przy wydatnej pomocy Litwinów i białoruskich pułków smoleńskich. Pamiętam to, gdyż w którymś z poprzednich wcieleń uczestniczyłem.
Polska - Austria.
Nasi szowiniści uczepili się sędziego Webba jak rzepy psiego ogona. Na jego miejscu (tzn. sędziego Webba, a nie psiego ogona czy rzepa) postąpiłbym identycznie ! Był faul w 93-ciej minucie ? Był ! Nasz obrońca przez chwilę przytrzymywał austriackiego napastnika za koszulkę, wszyscy w TV Polsat to widzieli.
A przedtem ? Najpierw sędzia Webb uznał polskiego gola ze spalonego.
Później błędnie zastosował tzw. „prawo korzyści” nie dyktując, po ewidentnym faulu polskiego obrońcy na austriackim napastniku w naszym polu karnym, rzutu karnego dla gospodarzy. Napastnik austriacki bowiem, po chamsku przez naszych podcięty, utrzymał się jeszcze przez sekundę przy piłce (wyrwał się faulującym go Polakom) i dopiero potem się przewrócił. I to był błąd sędziego.
Przypomnijcie sobie Wasze „wywrotki” na bieszczadzkich wertepach. Nie zawsze leci się od razu na pysk, czasem dopiero chwilę po potknięciu - po bezskutecznym usiłowaniu złapania równowagi.
A więc sędzia Webb miał w 93-ciej minucie meczu do wyboru dwa zarzuty: od gospodarzy ME (!!!), że wypaczył wynik meczu, i od Polaków - że podyktował „problematyczny” karny. Wybrał to drugie „mniejsze zło”, narażając się tylko na jakieś czcze groźby polskich durniów w Anglii. Ryzykowałby natomiast dużo więcej, gdyby podpadł Austriakom. Mogliby go oni np. zapoznać bliżej z niejakim Józefem Fritzlem, a nawet zakwaterować w piwnicy domu tegoż.
Polska - Chorwacja.
Trener Chorwatów (prywatnie kumpel Leo Beenhakkera) usłuchał prośby przyjaciela i do meczu z Polską wystawił niby „drugi garnitur” - ale za to ze swoją teściową w składzie. Wygrał ktokolwiek z Was z teściową ? Przecież to pytanie retoryczne.
Uff, jako kibic ulżyłem sobie !!!


Odpowiedz z cytatem