rankiem zegnamy slowakow wyprawiajacych sie na zalana sloncem polonine rowna( grrrrrr...) a my tuptamy dalej. Cudem łapiemy autobus do wilszinek (inaczej bysmy musieli zapychac serpentynami pod gore) W wilszinkach wypijamy piwko z kierowca autobusu (ktory nie przejmuje sie ze to srodek jego dnia pracy- ale jest upal a okoliczni policjanci to jego kumple), i ruszamy malowniczymi drogami w strone smerekowej. Po drodze kapliczki, krowki, sianokosy, rozmowy z babuszkami i drwalami, wogole sielanka na maxa!! nocleg tez w sielankowej atmosferze, otoczeniu i nastrojach :)
*
w smerekowej tradycyjnie pod sklepik, wygrzewanie w milym sloneczku (ja) i przeczekiwanie tego upiornego upalu w cieniu (reszta ekipy)potem decydujemy sie na przejscie gorami do bukiwcewa, choc miejscowi sugeruja droge okrezna asfaltem bo gorami "sciezki nie ma,nikt nie chodzi, a ostatni raz to tamtedy szla chyba armia czerwona w latach czterdziestych".. faktycznie nasz mapa gdzie mamy sciezke jest z 42 roku...
*
najpierw natrafiamy na bagno, zapadami sie powyzej kostek wiec probujemy je ominac. Nadkladamy drogi w zupelnie przeciwna strone niz chcemy isc.Potem trafiamy na las paprociowy zupelnie jak z ery dinozaurow, łąki z kwiatami po szyje a w koncu gorskie pasmo porosle bukowym lasem.
Tylko skad bedziemy wiedziec ze jestesmy juz na wysokosci bukiwcewa zeby zaczac schodzic? jak miniemy wioske to wpakujemy sie w pasmo holic i nie wyleziemy przez tydzien.. zapada wieczor wiec rozkladamy sie na uroczej polance i przy ognichu podejmujemy trudna decyzje- wracamy do smerekowej i za rada miejscowych idziemy do bukiwcewa droga.
*
faktycznie wariant okazuje sie szybszy i prostszy, a bukiwcewo jest tak malutkie i niesamowicie utopione w zaroslach ze nie bylo najmniejszyh szans zebysmy je znalezli. Zwiedzamy cerkiew,
wypijamy*5 litrow mleka (jak nie dostaniemy sraczki to bedzie cud
*
*
wracajac spotykamy weekendowiczow z uzhorodu, ktorzy pokazuja nam swietne miejsce na biwak kolo mineralnego zrodla. Nigdy bysmy nie wpadli ze w takim miejscu wyplywa taka smaczna woda!
Acz dobra do wypicia zaraz po nabraniu- nie nadaje sie ani do przechowywania ani do gotowania- jest slonawa, zelazista, mocno gazowana, jakas taka wogole bardzo aromatyczna. Miejscowi maja jakas mode picia tej wody z octem- fuuuuj!!!
namioty rozbijamy za rzeczka zeby w nocy zaden zblakany kibelkowicz nie zanieczyscil zrodelka
![]()





potem decydujemy sie na przejscie gorami do bukiwcewa, choc miejscowi sugeruja droge okrezna asfaltem bo gorami "sciezki nie ma,nikt nie chodzi, a ostatni raz to tamtedy szla chyba armia czerwona w latach czterdziestych".. faktycznie nasz mapa gdzie mamy sciezke jest z 42 roku...






Odpowiedz z cytatem