niestety ekipa dzieli sie na dwie grupy- kuba z trojka czechow wyrywa do przodu i znikaja nam z oczu. My z reszta docieramy do wsi i kontynuujemy impreze pod sklepem, liczac ze tamci jak zauwaza ze nas nie ma to zawroca.. Poznajemy milego miejscowego ktory proponuje nam ognicho, nocleg w stodole itp..niestety musimy odmowic bo nie ma zasiegu, nie mamy kontaktu z kuba, a on pewnie juz w turiczkach z czechami..klnac na czym swiat stoi wyruszamy w ponad 10km droge asfaltem na poszukiwanie kuby. Szlag nas trafia bo ani te turiczki nie leza na naszej trasie, totalnie nam z drogi i jeszcze ten nocleg w stodole..:(* ale jak nie pojdziemy teraz to potem sie nie poznajdujemy. Do turiczek docieramy mocno po zmroku. Kuba i czesi rozpalili nawet jakies ognisko, ale po tych dwudziestu paru kilometrach trasy (z czego polowa nieplanowana i asfaltem) mam tak dosyc ze zaraz padam spac, a gdzies tam w tle slychac spiewy czechow...
*
nastepnego dnia lapiemy stopa do likicar, zwiedzamy cerkiew,


przezywamy traume pod sklepem (maja tylko paskudne piwo "rohan") i dopytujemy o droge do łumszor. Na mapie z 42 roku mamy znaczona sciezke, ale serio to jej niema.. tzn gorzej jest 50 sciezek rozlazacych sie na wszytskie strony. Wybieramy na chybil trafil kolejne sciezki, bladzimy najpierw w lesie, potem na oszalamiajaco pachnacych łakach i nad strumykami.




Po jakis 4 godz. dochodzimy do planowanych łumszor (z likicar w linii prostej jakies 3km)
Wylazimy prosto na turbaze wiec pakujemy sie do srodka w poszukiwaniu jakiegos cieplego zarcia. i zrodla ładowania bateryjek. Znajdujemy stolowke co nakarmi i nas i nasze aparaty i telefony. Mily pan oferuje nam przedziwne dania ktorych nazwy nic nam nie mowia. W koncu kazdy zamawia co innego, ale i tak wszyscy dostaja gulaszopodobne mieso z kluskami. Porcje roznia sie jedynie wielkoscia kawalkow miesa, ksztaltem klusek i kolorem sosu. W czsaie posilku ogladamy rosyjskie filmy gangsterskie, gdzie oprocz chaotycznego strzelania we wszystkie mozliwe strony, dominyja sceny wzajemnego odpalania sobie papierosow, przygryzania cygar, dlugich rozmow sciszonym glosem przez lsniace komorki. A wokol przechadzaja sie atrakcyjne (tzn mocno rozebrane i umalowanie) kobiety...Gospodarz obiektu probuje nas namowic na nocleg w pokoju , prysznic itp (za oplata oczywiscie) ale odmawiamy i stawiamy namioty nad rzeczka. Spotykamy tam pare slowakow-sonia i jano. Nasi nowi znajomi wlasnie rzucili prace i wyruszyli na 3 miesieczna wyprawe przez ukraiskie i rumunskie karpaty. A za rok chce jechac na krym na motorkach-komarkach. Wieczorem ognicho i impreza.