rano do czornoholowy. Po drodze ciekawostka jest dziura w drodze, dosyc gleboka nawet jak na standardy ukrainskie
*
we wsi jak przystalo- cerkiew,
knajpka.. i wieczorem suniemy boczna dolina w strone wsi kostewa pastil. Nadciaga burza, jest chyba 40 stopni, powietrze sie nie rusza, duszno, lepko, pot zalewa oczy jak pelzniemy pod ta gore..taki zaduch to chyba pierwszy raz w zyciu spotkalam! jak zaczyna padac to nie wiemy czy ubierac kurtki bo sie w nich zagotujemy!*
chlopaki wymyslaja dogodne rozwiazanie- jak nie zamoczyc ciuchow w deszczu i nie zapocic sie pod kurtka :)
*
stawiamy namioty na widokowej polanie, skad obserwujemy jak ogromne burze przetaczaja sie przez okoliczne szczyty. W koncu i burza i nam nie odpuszcza..wali gradem, wiatr taki ze kladzie namiot a tyczki trzeszcza, sledzie wyrywa i jest zupelnie czarno wokol.. nagle z toperzem zaczynamy sie czuc jak na lozku wodnym i przemaka podloga.. kurde...may jezioro pod namiotem...biegamy wiec wsrod piorunow, boso po gradzie i przestawiamy namiot w inne miejsce by uniknac totalnego potopu. Ciekawe co z grzesiem ktory sie wybral samotnie w ta burze do wsi po jakies trunki...
*
noc mija spokojnie, czasem gdzies walnie blisko jakis piorun, ale do9 tego juz przywyklismy
*
nazajutrz pogoda srednia..we wsi nawet kury chowaja sie przed deszczem.
Grzes kupuje wino "żemczużina kryma" (perla krymu) . Polskie jabole za 3zl to rarytas dla wyzszych sfer w porownaniu z nim.. jakby pomyje poddac fermentacji to chyba osiagnelyby podobny bukiet smaku.. ja bym to zaraz wylala , ale grzes mowi ze go w domu nauczono ze chleba i alkoholu sie nie wyrzuca, wiec caly dzien meczy po lyczku ow specyfik a mnie sam zapach odbiera apetyt
*
na kolacje zachodzimy do sklepu we wsi roztocka pastil, pijemy kahora, jemy niemilosiernie tlusta kielbase i ruszamy szukac sciezki na ruski moczar.
![]()












Odpowiedz z cytatem
