cd
Dzień zapowiada się pogodnie, od rana słonko świeci radośnie. W planie wypad na Przełęcz Użocką. Droga do Mucznego dalej wygląda jak po ostrzale artyleryjskim, za to droga z Tarnawy Niżnej do Bukowca rewelacja, gdzie się podział uroczy szuter? Na parkingu w Bukowcu nakładamy ekwipunek i ruszamy na szlak. Przy resztkach schronu w Nagrylowie pojawiają się pierwsze oznaki zmiany pogody. Zaczyna lekko kropić, mimo tego decydujemy się iść dalej. Do Sianek dochodzimy bez żadnych niespodzianek. Na szlaku nie ma żywej duszy (nie licząc żołnierza SG na motorze). Odwiedzamy grób hrabiny, miejsce to zawsze wywołuje u mnie refleksję nad przemijaniem i nieuchronności naszego losu. Idziemy na punkt widokowy, robimy przerwę na małe co nieco. Dobry nastrój psuje nam spojrzenie w niebo, które zrobiło się szaro-granatowe. Rezygnujemy z marszruty do źródeł Sanu. Wracamy (a raczej kłusujemy) na parking w Bukowcu. Goni nas burza, dopingując do wzmożonego wysiłku. Myślę, że w tym marszu nawet Korzeniowski by nam kroku nie dotrzymał. Udało się dojść do samochodu przed deszczem. Jedziemy do Mucznego na obiad w „Wilczej Jamie”. Smakujemy pstrąga (rewelacyjny z sosem czosnkowym) w tym czasie zaczyna lać. Leje jak z cebra i aniołki bieszczadzkie kulają niebiańskie beczki. Posileni, jedziemy do UG. Dalej leje, błyskawice rozświetlają okoliczne szczyty. Wygląda to malowniczo i groźnie szczęście, że jesteśmy w aucie a nie na szlaku. Burza cichnie gdy wjeżdżamy do UG. Na kwaterze bierzemy szybki prysznica i „Pod Caryńską” na uzupełnianie mikroelementów. Góry zaczynają parować jest bajkowo. Po wczorajszej burzy, wydaje się, że dzisiaj będzie OK. Chcemy iść z Widełek na Magurę Stuposiańską i przez Caryńską wrócić do UG. PKS przyjeżdża punktualnie. W Widełekach niespodzianka okazuje się, że szlak na Magurę jest zamknięty (wyrąb lasu). Żadnej informacji wcześniej nie zamieszczono np. na tablicach informacyjnych. Ukłony dla wszystkich decydentów za dbałość o turystów. Zostaje nam marszruta do Bereżek. Tutaj kolejna niespodzianka dowiadujemy się, że nie ma już Koliby, jest rozebrana i będzie budowane nowe większe schronisko. Nie wiem, czy w tym nowym schronisku będzie tak wyjątkowo smakowało piwo z sokiem malinowym. No cóż samo życie. Idziemy na przełęcz Przysłup, im wyżej jesteśmy tym bardziej pogoda się paskudzi. Tuż przed przełęczą słyszymy pierwsze odgłosy burzy. Zawracamy, zaczyna padać deszcz który zmienia się w grad. Dochodząc do Bereżek jesteśmy przemoczeni. A deszcz leje dalej. Szczęście, że zdążyliśmy na autobus do UG. Po przyjeździe rozgrzewamy się gorąca kawa z prądem. Robi się ciepło, zaczynamy suszenie rzeczy. Na dzisiaj wycieczek wystarczy. Ciekawe co będzie jutro?
http://picasaweb.google.pl/Pyra.57/PrzeCzUOckaPrzysUp


Odpowiedz z cytatem