Witam! Minął już ponad tydzień od powrotu z debiutanckiego łazikowania po Bieszczadach. Długo nie pisałem, gdyż trójmiejskie atrakcje (festiwal Mozartiana - tańczące fontanny) i obowiązki zawodowe (wyjazd do W-wy), sprawiły że nie miałem za bardzo czasu na internet. Jestem zauroczony Bieszczadami, choć nie jest to fascynacja łatwa. Początek nie był łatwy: w pierwszy dzień burza tuż przed wejściem na Połoninę Caryńską, potem kłopoty z tel.kom. (co przy solowym chodzeniu jest ważne). No i warunki terenowe: trzeba się przedrzeć przez błoto (choć generalnie w czasie mojego pobytu było sucho), pokonać stromizny (nie spodziewałem się ich), przejść przez ciemny, przejść przez las, czy inne zarośla (co bywa nudne np. droga od Wołosatego do Przeł.Bukowskiej), ale potem... WIDOKI w każdą stronę, falujące trawy, skałki... No i uzależnienie gotowe. Dokładnie, tak jak było to napisane w innym wątku:
Odp: Urlop w Bieszczadach bez samochodu Cytat:
Napisał Stały Bywalec![]()
I pamiętaj o niebezpieczeństwie podstawowym: uzależnieniu. Potem już będziesz przyjeżdżał w Bieszczady co rok.
Mądrego,to i fajnie posłuchac(poczytac).Pozdrawiam serdecznie.
Obawiam się, że dołączę do grona uzależnionych.
Szczegółowe wrażenia już wkrótce.
PS. Morwena: na tym forum są obecni nie tylko miłośnicy Bieszczad, ale i Sherlocka Holmesa. Pozdrawiam sąsiadkę!



Odpowiedz z cytatem