Dariusz, pamiętaj o b. ważnej sprawie - gdy będziesz kiedyś rozpoczynał własny biznes (taki na własny rachunek), to nie oszczędzaj na ubezpieczeniu. Nawet gdyby miało Ci to opóźnić start o rok.
Mój opisywany kolega tego zaniedbał. Dwa razy w życiu - ale właśnie były to te dwa newralgiczne „razy”.
W połowie lat 80-tych stało się to po raz pierwszy. Z urzędniczych oszczędności postanowił założyć w Calgary sklep. Oczywiście nie z samych oszczędności, bo te by mu nie wystarczyły. Dobrał sobie wspólnika, też z jakimś kapitalikiem. Opracowali biznes plan, dostali kredyt z banku, najęli lokal, kupili pierwszy towar. Nie starczyło im jednak forsy na pełne ubezpieczenie. Ledwo zdążyli ten sklep otworzyć. Którejś z dosłownie pierwszych nocy na sklep napadli złodzieje (prawdopodobnie Indianie). Policja przyjechała już po 5 minutach, ale okazało się to o jakieś 3 minuty za późno. Bliższych szczegółów co do owego biznesu nie podam, napiszę tylko, iż nie był to byle jaki „sklepik”, lecz raczej taki, który nazwalibyśmy „salonem”. A towar był w nim bardzo drogi i nie specjalnie trudny (po włamaniu się) do wyniesienia.
Ten „drugi raz” nastąpił jakieś 10 lat (co najmniej) później. Kolega kupił kuter, konieczne wyposażenie (ale nie do połowu ryb, bo to nie o ryby w tym przypadku chodziło), zatrudnił pracownika. Też oczywiście z udziałem kredytu bankowego. I też mu nie starczyło na „full insurance”. Kilkanaście godzin po pierwszym wyjściu z portu w morze zostali (w nocy) staranowani przez większy statek. Ledwo przeżyli. Oczywiście dochodzenie, różne komisje morskie i lądowe, etc. Podobno do dziś nie ma jednoznacznej ekspertyzy, kto wtedy zawinił: czy oni, czy sternik tej większej łajby.
Czy to jakieś fatum nad M.A. zaciążyło ? Może. Ale kolega sypie podobnymi, licznymi przykładami, gdy czyjś nowo uruchamiany biznes - zaplanowany ze szczegółami i dopięty niemalże na ostatni guzik - zaraz po starcie się wali. W okolicznościach mało prawdopodobnych i raczej nieprzewidywalnych.
Tak więc, Dariusz, jeszcze raz apeluję, bądź przezorny.
A co do Vancouver - tam strasznie leje. Mój kolega twierdzi, że gdyby mógł ponownie wybierać, to by tego deszczowego miasta nie wybrał. I nie widzi tam siebie „docelowo”, nawet gdyby miał pozostać w Kanadzie.
Darku - powodzenia !!!


Odpowiedz z cytatem