Mój kolega zwracał mi jeszcze uwagę na hermetyczność anglosaskiej części społeczeństwa kanadyjskiego, tj. na trudność przeniknięcia do tych ludzi. Uśmiechy i pozdrowienia w pracy czy na ulicy to jedno, a faktyczne zaprzyjaźnienie się i zżycie, to już zupełnie co innego.
Jak wcześniej napisałem, mój kumpel wyjechał z Polski w sierpniu lub wrześniu 1981 r. - w stanie kawalerskim i bezdzietnym. Kilka lat później ożenił się w Kanadzie z emigrantką z Polski, ale ok. 1987 r. rozeszli się. W drugiej połowie lat 90-tych ożenił się powtórnie - znów z naszą rodaczką, którą los zagnał do Kanady.
Przy okazji któregoś pobytu w Polsce, i przy tzw. męskiej wódce (jeszcze wtedy mógł pić), spytałem się go, co on takiego widzi w tych Polkach, że ich szuka nawet na obczyźnie. Czy nie mógł, zwłaszcza po dwóch bankructwach, poprawić swojego statusu społeczno - materialnego poprzez małżeństwo z Kanadyjką, ale taką WASP (white, anglo - saxon, protestant) z tzw. wyższych sfer ? Czyli, mówiąc kolokwialnie, wżenić się w jakąś bogatszą kanadyjską rodzinę.
Komplementowałem go (ale zgodnie z rzeczywistością): jesteś wykształcony, po angielsku gadasz lepiej od większości Kanadyjczyków, jesteś wysoki i cholernie przystojny facet, wysportowany. Masz podejście do bab, nie masz tu żadnych kompleksów (w czasach studenckich razem łaziliśmy na „podrywy”). Czy musiałeś się, chłopie, zwłaszcza za drugim razem, znów żenić z Polką ? Znów z panną „gołą i wesołą” ? Której wiano to „d...a i kolano” ?
W Polsce M.A. nie miałby żadnych problemów, aby ożenić się nawet z najbardziej posażną i jednocześnie urodziwą panną. Oczywiście mam na myśli ten okres jego życia, gdy był młodszy o co najmniej 10 lat i jeszcze nie schorowany. Bo tak mniej więcej w tym czasie ożenił się po raz drugi.
Kolega odpowiedział mi, że w Kanadzie jest to absolutnie niemożliwe. Przy swojej kondycji finansowej pracownika najemnego musiałby być urodzonym tam Kanadyjczykiem, aby móc skutecznie postarać się o rękę panny WASP, nawet tylko z middle class society. Pomimo męskich walorów, które - w jego przypadku - pozwalały mu jedynie na uwodzenie Murzynek, Mulatek i emigrantek z Europy (o Chinkach nie wspominał, widocznie nie były w jego typie).
Zapytałem więc, co mogłoby mu te „zamknięte drzwi” do tzw. dobrych kanadyjskich domów otworzyć. Odparł, że tylko duże pieniądze. „Wybaczono” by mu świeże (z lat 80-tych) obywatelstwo kanadyjskie, ale musiałby mieć pewny, stabilny własny biznes i pokaźną sumę (najlepiej 7-mio cyfrową) na koncie w banku.
Ale, Ty, Darku, takich „kawalerskich” problemów przecież nie masz. Jak się czują obie Twoje Panie ?


Odpowiedz z cytatem