Najbardziej niebezpieczne dla Polski będą najbliższe lata - do czasu pełnego zainstalowania u nas trwałych elementów systemu obronnego ("tarczy"). W tym czasie bowiem przywódcom Rosji może "odbić" i mogą chcieć spróbować przywrócić status quo ante, wszczynając małą regionalną wojenkę (konwencjonalną) i licząc, że UE i NATO ograniczy się do werbalnych i dyplomatycznych protestów. Doszłoby do burzy na forum ONZ, sankcji gospodarczych wobec Rosji i ... to niestety wszystko.
"Opinia publiczna" świata zachodniego nie dopuściłaby przecież do wzajemnego atomowego unicestwienia się w imię obrony "jakiejś tam" Polski, która przeciętnym zjadaczom chleba w Europie zawsze kojarzyła się z interesami Rosji, a w Ameryce - z jednym ze stanów USA, albo z ... Holandią (Poland brzmi podobnie jak Holland).
Obawiam się więc, że na krótką metę podjęliśmy ryzyko analogiczne do sytuacji z 1939 r.
Anglia "usztywniła" wówczas min. Becka (samodzielnego ówczesnego dyrygenta naszej polityki zagranicznej) wobec żądań Niemiec, podobnie jak to robią teraz USA - skazując nas na rolę harcownika w konflikcie dyplomatycznym (na razie, i oby tylko) z Rosją.
Każdy szanujący się historyk (z prof. Pawłem Wieczorkiewiczem na czele) przyznaje, że w 1939 r. mieliśmy jednak alternatywę, wykorzystanie której zapobiegłoby polskiej katastrofie z lat 1939-45.
Na dłuższą metę sytuacja Polski jednak nie będzie zła. Jeśli już zostaniemy objęci (praktycznie) zainstalowanym i sprawnym systemem obrony przeciwrakietowej, wówczas jakakolwiek agresja na nasze terytorium uruchomiłaby automatycznie przeciwdziałanie militarne. Czyli znajdziemy się w sytuacji np. Niemiec z okresu zimnej wojny.
Podobnie mogłoby być w 1939 r. - gdyby min. Beck obok "papierowych sojuszy" doprowadził do wprowadzenia do Polski np. 3 francuskich i 2 angielskich dywizji, choćby tylko piechoty.
Wówczas Hitler nie uderzyłby na Polskę. Wojnę rozpoczął bowiem przy założeniu, że Francja i Anglia jednak wojny Niemcom nie wypowiedzą (w tym właśnie celu zawarł pakt z ZSRR).


Odpowiedz z cytatem