Strona 63 z 63 PierwszyPierwszy ... 13 53 56 57 58 59 60 61 62 63
Pokaż wyniki od 621 do 628 z 628

Wątek: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

  1. #621
    Korespondent Roku 2009 Awatar Recon
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Obecnie w mieście na drodze żelaznéj W-W
    Postów
    2,193

    Domyślnie Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

    05 maja 2016 roku Bystre
    Jak wspomniałem wcześniej, nic mnie nie napędza by iść szybciej, nie mam też aż takiego zawiłego powrotu by nawet nocą wracać od Przełęczy Żebrak. Wspomniałem, że „u góry” zaplanowano bym szedł sam, bym z ze sporym opóźnieniem wyszedł i jak na razie wszystko się zazębia, niczym zębatka z kołem zębatym. A skoro czas nie jest problemem to przed każdym krzyżem mogę spokojnie pomodlić się za spokój duszy, której kości leżą pod nim.
    Do Przełęczy Żebrak docieram po 1,5 godziny, tam ogarnia mnie dosłownie bijąca słoneczna jasność z odkrytej przestrzeni. Wrażenie robi nowa nawierzchnia drogi, także tablica informacyjna i oczywiście nowy szałasik z drewna. Na przełęczy byłem kilka razy, przy okazji różnych wędrówek, teraz jednak jestem w pełni zaskoczony obecnymi zmianami.
    Zaglądam do szałasu a w nim młody turysta rozmawiający przez telefon. Gdy skończył to pogadaliśmy trochę. Zapamiętałem, że nie łazi po szlakach i boi się spotkania z niedźwiedziem. Za chwilkę narzucił ogromny plecak na ramiona i ruszył na czerwony szlak w stronę Cisnej. Ja 25 minut poświęciłem na małe puchatkowe Conieco… chociaż nie była to ani puchatkowa godzina 11, ani królicza nora z małym wyjściem.
    Jest godzina 16.05 kiedy ruszam w dół, jest lekkie zachmurzenie, przyjemnie przygrzewa majowe słoneczko, jest idealne bieszczadzkie popołudnie.

    DSC00480.jpgDSC00481.jpgDSC00482.jpgDSC00483.jpgDSC00484.jpgDSC00485.jpgDSC00486.jpgDSC00487.jpg

    cdn
    Pozdrawiam :)
    -----------------
    benevole lector

    https://twitter.com/Zbyszek_Recon

  2. #622
    Korespondent Roku 2009 Awatar Recon
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Obecnie w mieście na drodze żelaznéj W-W
    Postów
    2,193

    Domyślnie Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

    05 maja 2016 roku Bystre
    Po 10 minutach bardzo spokojnego marszu w dół drogi, zauważam w oddali na wprost ciemne chmury. Zatrzymuję się… wiatr wieje w twarz z północnego-wschodu, obserwuję jak szybko zbliża się nawałnica i dedukuję… abym z tego wyszedł względnie suchy to muszę mocno przyśpieszyć kroku, by zdążyć do chatki w Rabe. Zaczyna się mój wyścig z frontem burzowym bo i zaczyna się mocno błyskać. Myślę czy biec czy jednak wystarczy marszobieg? Kiedy dochodzę do Błękitnej Rapsodii, jest właśnie 16.30 i już pierwsze grube krople zaczynają spadać na ziemię. Robię kilka zdjęć i szybko w nogi do chatki, gdy dobiegam natychmiast drzwi się otwierają i jakiś pan zaprasza mnie do środka, proponuje herbatkę. Prawdziwie gościnne przyjęcie. W momencie zamknięcia drzwi na zewnątrz rozpoczyna się istne szaleństwo. Potężnym podmuchom wiatru i potwornej ulewie towarzyszą jasne błyskawice ze swymi donośnymi elektrycznymi trzaskami i echem dudnień a to znak że Perun trafił w jakiś punkt w bliskiej okolicy. Rabe raczej nie było jego celem, sądząc po kierunkach odgłosów, raczej wskazywało na konkretne punkty na Chryszczatej. Jeśli teraz tam ktoś był, to miał całkiem wesoło.
    W chatce jest przytulnie, już na pierwszy rzut oka widać, że ten który mi otworzył drzwi, jakiś czas w niej przemieszkuje samotnie. Trochę porozmawialiśmy ze sobą. Jeśli z jakiegoś powodu zapadła cisza to zagłębiał się w czytanie swojej wysłużonej czasem, przemieszczaniem i czytaniem Biblii. Wiekiem mieścił się w przedziale 35-40 lat, chociaż mogę się mylić. Jest malarzem z jakiejś małej wioski koło Siedlec. Jeśli coś namaluje i uda mu się to sprzedać natychmiast rusza w góry. Wychodzi mu to tak pół na pół, patrząc na całość roku. Gdy z tej swojej wsi ruszy w świat, to śpi gdzie popadnie, żywi się bardzo skromnie i… tak żyje. To jego wolność. Popytał się o umiejscowienie chatek w Bieszczadach. Porozmawialiśmy o jego malarstwie, lubi malować jakieś mikro fragmenty czegoś większego, czyli coś małego, ale ze spojrzeniem przez jakiś jego swoisty zoom. Porozmawialiśmy o malarstwie i sztuce, o fragmentach Biblii, o życiu, o pędzie do egzystencji i gdybym miał tam na dłużej zostać doszłoby zapewne do rozważań nad filozofią egzystencjalistyczną. Chociaż taką nazwę na temat rozmowy wybrałby tylko jej prekursor Kierkegaard, ja jestem na to za cienki. Idealny człowiek na partnerski pobyt w takiej chatce, gdy naokoło przewala się mokra nawałnica, gdy daleko do ludzi, gdzie nie ma zasięgu komórka i net, gdzie brak jest wszelakich dostępnych mediów.
    Siedzę w tej chatce i gaworzę do czasu gdy już tylko trochę kapie z nieba. Jest 18.45 gdy ruszam dalej do ORW Bystre, wcześniej mówimy sobie „do miłego”. Chmury są nadal ciemne, szybciej pociemniało wkoło i mój końcowy odcinek przejdę jak nic po ciemaku. Podkręcam tempo marszu, deszcz już tylko pokapuje, wszędzie paruje ziemia tworząc miejscami zwartą mgłę a są miejsca gdzie wprost się przewala, ograniczając widoczność. Zatrzymuję się obok grobu Andrzeja Michalczaka syna Tomasza. Na łąkach wokół grobu przyroda stworzyła świetną scenografię do jakiegoś horroru. Nie boję się, chociaż sama okolica, ten grób, ta mgła, ta zapadająca ciemność i ta potworna cisza tworzą w myślach psychodeliczne pomysły do filmowego scenariusza. Jeszcze jakiś niespodziewanie chłodny podmuch wiatru rozwiewa na kilka minut mglistą zawiesinę nad doliną pomagając porobić mi kilka zdjęć. Zdjęcie krzyża muszę zrobić ponownie z fleszem, na pierwszym jest niewidoczny napis z tabliczki wiszącej na krzyżu.
    Przy krzyżu chwilkę pomodliłem się za duszę pana Michalczaka, jednak jakoś zbytnio nie kwapię się do odejścia z tej okolicy. Pozwalam wyobraźni poszaleć w tworzeniu różnych scenariuszy. Trwa taki jakiś dziwny spektakl z mgłą w roli głównej. Mgła to nagle szybko tworzy się i przez chwilę gęstnieje, to dosłownie nagle zaczyna znikać… a wiatru nie czuję. Zastanawiam się chwilę nad tym zjawiskiem… czemu tak się dzieje? Kiedy mgła, niczym smuga dymu, z jakiegoś niewidocznego ogniska, przesuwa się nad drogą, ruszam w jej kierunku i macham rękoma by robić nią różne zawirowania. Ot taka zabawa z mgłą. Wychodzę z tej smugi i ruszam w kierunku maszyn do przerobu kruszywa. Palą się tam już lampy oświetlające, tutaj mgła się wyraźnie podniosła. Jeszcze chwilkę poświęcam na obejrzenie tego całego majestatu maszynerii. Z lewej strony zaczyna strasznie szczekać jakiś potężny, sądząc po głosie, pies wywołując u mnie jedyną prośbę… oby tylko był przywiązany! Na szczęście jest, innych oznak żywego człowieka nie słyszę i nie widzę. Zastanawiam się… czy gdzieś tutaj jest jakiś stróż i czy ten przywiązany pies jest jakoś zabezpieczony przed wilkami? Jest 19.35 jak zostawiam to szczekanie w tyle, zostawiam też w tyle ciche teraz, jednak za dnia głośne maszyny. Mijam chatkę studencką w Huczwicach i pobliski parking. Wchodzę w czeluści ciemnego lasu a jest już naprawdę ciemno. W oddali widzę światła zbliżającego się samochodu. Przez myśl przelatuje ułuda a może i nadzieja, że o tej porze i w dodatku tutaj to jak nic samochód wraz z ekipą poszukiwawczą mającą jedyny cel do zrealizowania „odnaleźć Recona”. Ułuda zmieniła się w fakt i GOPR nie jest potrzebny… wystarczyła ta ekipa.
    Wchodząc do samochodu, padają szybkie jak błyskawica a patrząc na ich oczy to nie przesadzam, pytania… dlaczego się nie odzywałem?, czemu nie odbierałem telefonów i sms-ów? Nie musiałem nawet odpowiadać bo natychmiast też otrzymują elektroniczną odpowiedź w odgłosach moich i swoich telefonów…. „abonent jest już dostępny”… „sms został dostarczony”… „nieodebrane połączenia”… „sms dotarł do adresata”…
    Na moje jedyne pytanie… „czy zegarek się znalazł” otrzymałem odpowiedź ”tak, w miejscu gdzie go zgubiłam”… „na samym początku gdzie zaczęliśmy poszukiwania, leżał z boku w trawie”. Czyli wszystko w tym dniu się szczęśliwie pokończyło. Kolusia gdy mnie zobaczyła we drzwiach to merdaniem ogonka wymusiła kilkuminutowe utulenie na kolanach, mając za nic moją chęć wykąpania się. Pozwoliła tylko bym mógł napić się piwa.
    W domku był już rozpalony kominek z ciepłem rozchodzącym się wkoło, stał stół z ciepłym jedzeniem i coś na popitkę. Ponownie Kola wymusiła swój pobyt na kolanach i tak przesiedzieliśmy wszyscy do północy.
    Kolejny mój dzień w Bieszczadach przeszedł do historii.
    DSC00494.jpgDSC00495.jpgDSC00496.jpgDSC00497.jpgDSC00498.jpg

    cdn
    Pozdrawiam :)
    -----------------
    benevole lector

    https://twitter.com/Zbyszek_Recon

  3. #623
    Korespondent Roku 2009 Awatar Recon
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Obecnie w mieście na drodze żelaznéj W-W
    Postów
    2,193

    Domyślnie Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

    06 maja 2016 roku Rabe
    Kiedy już poszli, ja spokojnie czynię swoje przygotowania… pakuję jedzenie i picie zarówno dla siebie jak i dla Koli, pakuję też miseczki. Kombinuję jak zabezpieczyć się nad przypadkiem niesienia psa na rękach lub plecach, gdyby już dalej nie dała rady. Niestety Kola to już staruszka ze styczniowym wyrokiem weterynarza PIES NIE DOŻYJE WIOSNY, POŻYJE NAJWYŻEJ TYDZIEŃ-DWA!!!! Panie weterynarzu wiosna właśnie w pełni a Kola właśnie rusza w bieszczadzkie góry! Szumnie to napisane „w góry”, ale z Koli perspektywy to są góry. Tym razem mój cel to poświęcić się na dłuższy spacerek z Kolą… wolno, z przystankami, z przerwami na picie i jedzenie, na pieszczotki, na obwąchiwanie krzaczków i kępek trawy, na sikanie i na wszystko co zechce. Ma jeden warunek, ma maszerować, ale nie w myśl hasła Legii Cudzoziemskiej!
    Nie wiem dokąd dojdziemy, mam jednak cel do osiągnięcia i to cel bardzo ambitny, przede wszystkim dla Koli. Ona nawet objawia zadowolenie, że przyjaciel-człowiek wyciąga ją na jakiś spacerek, gdzie czeka ją tyle nowych zapachów. Nie zdaje sobie tylko sprawy z długości trasy jaką ma pokonać. Chociaż do końca tego też nie wiem, czy czasami zwierzęta w jakiś sposób nie odbierają w myślach zamiarów jakie ma człowiek. Kola aktywnie uczestniczy w moim pakowaniu, zagląda co pakuję, kręci kółka zadowolenia, gdy są pakowane jej przysmaki, miseczka, woda. Zerka w podzięce na mnie, że o niej też pamiętam.
    Kilkanaście minut za „bobrową” grupą wyrusza także Recon ze swoją dzielną Kolą. Kierujemy się na spacerowy czerwony szlak w stronę Baligrodu. Szlak jest jednak w beznadziejnym stanie na wędrówkę z psem i przedzieramy się nad Hoczewkę. Trochę brzegiem, trochę jakimiś ścieżkami, trochę klucząc jakoś chodzimy do małej uliczki pomiędzy pierwszymi domkami Baligrodu. Oczywiście nad rzeką przystajemy, często odpoczywamy bo przecież tu coś pachnie, tu trzeba dać ślad „tu byłam”. Po półtorej godzinie od wyjścia „bobrowej” grupy dostaję sms „mamy J. Bobrowe”. Znaczy się, że nigdzie nie zbaczali, nieźle idą, wyprzedzają moje czasy. My z Kolą dalej spokojnie drepczemy już po samym mieście. Zatrzymujemy się przy nowej(!) siedzibie Nadleśnictwa Baligród. Trwają ostatnie prace wykończeniowe… fiu fiu wyszedł całkiem ładny pałacyk! Nawet ludzie lasu, co jakiś czas zaglądają do środka i w myślach zapewne zajmują dla siebie pokoje a może już mają rozdzielone. Kola dziwnie chce się tutaj dłużej pokręcić, co chwila wącha świeżo ułożoną kostkę Bauma, obchodzi skalniak, obsikuje trawnik, siada i ogląda, znowu coś ją intryguje… psa prawo.
    Muszę wreszcie to przerwać, zaczepić smycz i wreszcie ruszyć dalej w stronę mostu na Hoczewce, który otwiera drogę w stronę Stężnicy, Górzanki i Wołkowyi. My tuż za nim zmieniamy kierunek na północny i idziemy w stronę szkoły. „Wpław” przekraczamy taki fajny strumyczek o ładnej nazwie Stężniczka. To w jego pobliżu natykamy się na padalca zwyczajnego. Wołam Kolę, która podbiega z zaciekawieniem, jednak już z bliska na niego patrząc, odejść zniesmaczona jakby mówiąc… fuj, do takiego obrzydlistwa mnie wołasz?
    Trochę dalej jest przystanek na wyznaczonej ścieżce i tam sobie odpoczywamy w cieniu. Majowe słoneczko całkiem nieźle daje czadu. To dobry czas na psi posiłek i opicie się wodą. Jeszcze tylko Koli spojrzenie na człowieka-przyjaciela czy aby już nie chce dalej iść i można walnąć się na drzemkę, ale czujną. Oczywiście czujną, ona jako pies strażnik, musi przecież podnieść czasami głowę i zobaczyć co tam coś jakiś głos wydaje. Facet z którym jest, to nawet tego nie słyszy, no i tak na wszelki wypadek trzeba zerknąć na niego samego czy aby nie poszedł gdzieś i nie zostawił… ot taka ograniczona rezerwa do faceta
    Godzinę po ostatnim sms-się dostaję następny „Chryszczata, idziemy na P. Żebrak”… no nieźle, zaskakują mnie tą decyzją. No to teraz się przekonają jak jest tam z komórkowym zasięgiem. Dla mnie to też sygnał by ruszyć dalej. Trochę minut tutaj spędziliśmy, Kola dobrze odpoczęła, teraz z nieukrywaną niechęcią podnosi się i przeciąga, patrząc pytająco w moje oczy… facet, a nie można tu jeszcze poleżeć? Nie ma zmiłuj, musimy ruszać na powolną wspinaczkę ku szczytowi Kiczery Baligrodzkiej (599 m). Ścieżka prowadzi raz miękką trawą, raz błotnisto-kamienistą drogą, skrajem lub przez jakiś liściasty wilgotny lasek. Na otwartej przestrzeni robię piruety by całą otaczającą okolicę ogarnąć wzrokiem. Są naprawdę piękne widoki, duża przestrzeń, przejrzyste powietrze, słoneczna pogoda i fantastyczna panorama na sporą część okolicy, gdzie Baligród staje się miniaturowym miasteczkiem, z miniaturowymi pojazdami poruszającymi się po głównej szosie i ludźmi jak mrówki. Kola idzie dzielnie, zaskakuje kondycją i nawet stara się wyprzedzać. Gdy to zrobi, robi to z nieukrywaną dumą, że ona to właśnie prowadzi szlakiem. Spogląda wtedy co chwilę do tyłu, czy aby człowiek-przyjaciel nadąża za nią. Miło popatrzeć wtedy na nią jak jej tyłeczek i brzuszek chodzi na boki, jak uszka śmiesznie podskakują, jak przeskakuje przez błotko lub większe kamyki.
    Jeszcze trochę pod górę skrajem zagajnika i wychodzimy na wolną przestrzeń, widzimy już wieżę RTV.

    DSC00499.jpgDSC00501.jpgDSC00502.jpgDSC00503.jpgDSC00504.jpgDSC00505.jpgDSC00506.jpgDSC00507.jpg

    cdn
    Ostatnio edytowane przez bartolomeo ; 06-11-2016 o 20:01 Powód: Na prośbę autora
    Pozdrawiam :)
    -----------------
    benevole lector

    https://twitter.com/Zbyszek_Recon

  4. #624
    Korespondent Roku 2009 Awatar Recon
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Obecnie w mieście na drodze żelaznéj W-W
    Postów
    2,193

    Domyślnie Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

    Zapomniałem dokończyć majówkę a już trochę czasu zleciało. Mocno mi wstyd i serdecznie przepraszam, trochę się u mnie dzieje! Nawet na Forum od jakiegoś czasu nie zaglądam. Jeszcze raz przepraszam za opieszałość a teraz już prestissimo do finito majowej relacji.
    ---------------------------------------------------------------------------------------
    06 maja 2016 roku Rabe
    Dochodzimy wreszcie do szczytu Kiczery Baligrodzkiej. Jest właśnie godzina 13, od nowej siedziby Nadleśnictwa „szliśmy” równo godzinę a w sumie 2,5 od startu. Sam punkt szczytu jest 2 metry wyżej, ale wstęp na niego jest odgrodzony parkanem za którym jest mały budynek i wieża ze stacją BTS. Dodam, że szlak spacerowy idzie dalej, kusi widokami i wart jest dalszego spaceru.
    Do wyboru mam na siedzisko betonowe kłodę drewna lub betonowe schody... hmmm, sprawdzę czy złapię wilka. Okoliczności przyrody są tak wspaniałe, aura sprzyjająca, widoki niczego sobie i jeszcze ta świeża zielona trawa sprzyja by tutaj posiedzieć równą godzinę. Kola co chwila gdzieś się kładzie i podsypia, by za kilka minut wstać i znowu położyć się w inne miejsce. Czasami też wstanie i napije się wody lub poprosi by dać jej ulubionego frolika na przekąskę. Ja cały czas cieszę oczy widokami i intrygującym mnie jakimś rudym kształtem w oddali pod zagajnikiem. Nie mam ze sobą lornetki, ale biorę aparat i wreszcie zoomem robię zbliżenie. Niestety jest to jakiś suchy krzak, ale chyba coś tam jednak na nim siedzi bo trochę się czasami rusza, tego jednak już bardziej nie zbliżę.
    Jeszcze na rozruszanie Koli robię jej długie pieszczotki i ruszamy w drogę powrotną. Z górki zawsze lepiej, to doskonale wie Kola i ona teraz prowadzi nadając kierunek i tempo W pewnym momencie koryguję marsz, co objawia to zdziwionym wzrokiem i jawną niechęcią, „ale zaraz, zaraz, wracamy przecież i mamy iść w prawo” ale po chwili podąża za swym panem i… skręca w lewo. Korci mnie całkiem wyjeżdżona droga odbijająca od szlaku w stronę Hoczewki. Jakoś tak liczę na jakiś skrót do Baligrodu. Niestety droga prowadzi tylko na brzeg, może być tutaj bród, ale dziś jest zbyt wysoka woda i nakazuje powrót na szlak. Ponowne wchodzenie pod górę Kola objawia wymownym przeciągłym spojrzeniem a ja przepraszam za brak posłuszeństwa przewodnikowi. Jeszcze tylko „wpław” przez Stężniczkę i jesteśmy na mostku. Musimy znowu odpocząć, Kola wykazuje spore zmęczenie a mamy jeszcze ponad 2 km do przejścia. Siadam nad brzegiem, biorę ją na kolanka, głaszczę i motywuję jaka ona to dzielna, kochana i daje radę. Niestety zdaję sobie sprawę, że od teraz nasz powrót będzie wyglądał jak chodzenie z kobietą po galerii handlowej.

    DSC00508.jpgDSC00509.jpgDSC00510.jpgDSC00511.jpgDSC00512.jpgDSC00513.jpgDSC00514.jpgDSC00515.jpg

    Cdn za chwilkę
    Pozdrawiam :)
    -----------------
    benevole lector

    https://twitter.com/Zbyszek_Recon

  5. #625
    Korespondent Roku 2009 Awatar Recon
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Obecnie w mieście na drodze żelaznéj W-W
    Postów
    2,193

    Domyślnie Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

    06 maja 2016 roku Rabe
    Tempo dyktuje Kola, nawet nie czekam aż da mi znać, że musimy odpocząć. Zatrzymuję się na dłuższą chwilę w Baligrodzie przy właśnie rozbieranej bardzo starej bielonej chacie z bali i trochę rozmawiam z sąsiadem z posesji obok, który też z nostalgią patrzy jak to coś, co miał przez długie lata w zasięgu wzroku, zaczyna znikać. Jakiś czas wcześniej już samotnego sąsiada Bóg zabrał do siebie, sporo wcześniej żonę. Mój rozmówca na twarzy ma widoczny czas przemijania, w oczach słabnący ogień życia, w myślach rozżalenie za odchodzącymi znajomymi, za znikaniem tego co było kiedyś ważne i zachodzącymi zmianami.
    Oparty o parkan, mocno zdziwiony, że ktoś mu powiedział „dzień dobry”, zatrzymał się i zagadał, pozwala wysłuchać, pozwala przekazać informacje o tym co zaraz przestanie tu istnieć, o ludziach co odeszli, jego nieżyjących sąsiadach, o ich córce której mąż zlecił rozebrać tą starą chałupę i przenieść gdzieś pod Zagórze.
    Wynajęci robotnicy walczą z kolejnymi balami chaty i składają równiutko obok jej obrysu w ładnie ułożoną stertę lub na inną stertę pod płotem. Domyślam się, że odbywa się jakaś segregacja, ale kryteriów nie znam.
    Coś spomiędzy jednej unoszonej belki wypada, wszyscy pochylają się i dyskutują. Odwróceni do nas i zajęci pracą, nie widzą nawet, że my się temu cały czas przyglądamy z bliska. Dniówka a może całe zlecenie jednak nakazuje się pośpieszyć i następna belka idzie pod wnikliwy osąd przydatności. Ta jest z brzegu obcinana, jest jeszcze do uratowana. Czas i bliskość ziemi trochę naruszył jej przydatność budowlaną jako całość, ale po obcięciu jeszcze jest dobra.
    Obydwaj patrzymy na rozbiórkę. Sąsiad smutno patrzy na każdą belkę, może nachodzą go wspomnienia, że tę oto to właśnie on podawał, on układał i pomagał wstawiać, może nawet cały dom. Nie pytam o to. On nadal oparty o płot, jakby chciał jeszcze pogadać, ale myślami sięga chyba historii swej młodości, jest nieobecny. Chce jeszcze coś mi powiedzieć, ale wszystko co ma teraz w głowie, jakieś jego obrazy przed oczyma a niewidoczne dla mnie stają się ważniejsze niż teraźniejszość, niż moja osoba stojąca obok… głos się mu załamuje i chyba paraliżuje krtań. Niesamowite, że ja czuję to co on i jeszcze widzę dokładnie jego twarz, mimikę i oczy. Trwa to chwilę a ja tej chwili nie przerywam… „patrz pan już prawie jej nie ma”. Słowa jego świszczą cicho, ledwo je słyszę, składam w myślach w zdanie.
    Kola niczym niemy obserwator siedzi pomiędzy tym człowiekiem i mną, patrzy raz na niego raz na mnie z niezwykłą uwagą. Czyżby pies rozumiał swoisty dramat jaki się tu rozgrywa? Rozczulam się sytuacją, podaję rękę nad płotem, poklepuję po ramieniu, życzę zdrowia, chcę odejść a pies jak zaczarowany patrzy się w mojego rozmówcę i ani drgnie, ani nawet nie reaguje na komendę „idziemy”.
    Klękam, głaszczę, poklepuję po boczkach i wreszcie Kola wolno rusza, ale jeszcze się ogląda. Idziemy a ja mam łzy w oczach… wzruszyła mnie ta cała sytuacja, cała rozmowa, cisza w jej trakcie, rozbierana bal po balu chata, Koli spojrzenie i smutny człowiek, sąsiad i wszystkiego co za jego życia odchodzi. Długo mnie to trzyma i nawet gdy to piszę wywołuje smutek i zapamiętany obraz.
    Z rozebranych belek pod Zagórzem zapewne zbudują coś na wzór rozebranej chaty a może zupełnie coś innego i tylko może dawna jej mieszkanka czasami dotknie starej belki i coś wspomni. Oby pamiętała wszystko co dobre.
    Już kiedykolwiek idąc lub jadąc przez Baligród moje oczy nie będą już szukać białej chaty, parcela zostanie pewnie sprzedana, może powstanie tutaj nowocześniejszy dom. Czy za dziesiątki lat… sytuacja się powtórzy?
    My sobie wolniutko idziemy przez miasteczko, idziemy z nóżki na nóżkę skrajem lewej strony drogi do Rabego. Jeszcze długi przystanek przy pomniku WOP-istów, tutaj Kola wszystko dopija i zjada. Siada naprzeciw mnie i patrzy mi jakoś tak głęboko w oczy… „tak Kolusiek domy odchodzą, ludzie odchodzą, zwierzęta odchodzą i oby zawsze w miłości odchodzili i w spokoju”. Kola się podrywa i jakoś tak bardziej ochoczo zachęca do dalszej drogi. Czyżby czuła bliski odpoczynek? Jeszcze przez mostek, jeszcze za budynkiem ORW Bystre stromo pod górkę i jesteśmy pod domkiem. Dochodzi godzina 17 i zaraz też reszta dochodzi z Żebraka, już wiedzą dlaczego nie dzwoniłem z tej trasy. Przeszli całą moją wczorajszą pętlę z dużo ładniejszą pogodą.
    Na drugi dzień w sobotę zaraz po śniadaniu oddaję klucz i jedziemy do domu. Wcześniej jeszcze słodkości u Szelców. Przed Sanokiem zaczyna padać a czym dalej tym większa ulewa i tak aż do domu.
    Teraz mógłbym napisać spokojnie „i to już koniec”, ale mam jeszcze jedną ciekawą historię, z mojego punktu widzenia oczywiście, którą w relacji przeoczyłem a chciałbym jednak o niej wspomnieć kilkoma zdaniami. Tutaj na Forum zbyt dużo o Baligrodzie się nie pisze a było to wydarzenie dla mieszkańców a i ściągnęło trochę ludzi z całej Polski i „stolicy” też i ja w tym także uczestniczyłem. Nawet gdzieś na video (link poniżej) mignąłem, porozmawiałem trochę o technice i jej filozofii z twórcami i dyskutantami. Pogadałem długo z osobą trzymającą klucze od kościoła (na video tuż po 1 minucie wchodzi do cerkwi) o jego życiu w Baligrodzie od czasu zakończenia wojny, o Świerczewskim, o UPA, o WP, Ukraińcach, Polakach, cerkwi… siłą mnie odciągnięto. Ciekawy człowiek i chętny do rozmowy. Rozmawiałem jeszcze z innym, też wiekowym człowiekiem, który nie wszedł do cerkwi, stał obok, jakiś taki zawzięty, nieprzystępny, chyba z Baligrodu, sympatyk UPA… zagadałem, rozmowa szła opornie aż została nagle ucięta, niczym japońskim nihontō.
    Recenzji nie napiszę, nie pobawię się też jej opisywaniem bo wszystko jest pod podanymi linkami wraz z video. Sami oceńcie. Na imprezę trafiłem gdy robiłem logistykę na majowy wyjazd. Cała instalacja ma zostać tam przez 1 rok. Może niektórzy się jeszcze przed majem załapią gdy zechcą.
    https://www.facebook.com/events/1184795828227901/
    http://sarp.warszawa.pl/wystawa-stud...ch-bieszczady/
    https://placpolitechniki1.wordpress....awabieszczady/

    Polecam ten film, jest tam i pan „Klucznik” i ja też gdzieś wśród gości https://vimeo.com/187985679

    DSC00517.jpgDSC00518.jpg

    Mógłbym tutaj zakończyć, ale muszę coś dodać jeszcze, pozwólcie... kilka zdań, które wystukałem na kompie jest o Koli, zwykłym kundelku, z którym obustronne relacje rodziły się w zgrzytach. Przyszła na świat choćby po to bym mógł spojrzeć innymi oczami na psa. Odeszła 10 października 2016 roku i dla niej jechałem dziesiątki kilometrów by mogła spocząć w miejscu które lubiła. Dla niej rąbałem, w strugach deszczu, siekierą dół bo aż tak twardy był prawie skamieniały piach. Pozwólcie na swoiste epitafium dla psa na bieszczadzkim na Forum, bo on też schodził tutaj trochę ścieżek.

    Śpij piesku, śpij…
    już odpocząć trzeba
    Może będziesz miał
    swój kawałek nieba
    Może będzie tam
    piękniej niż tu teraz
    Może spotkasz tych, których tu już nie ma…
    Śnij, piesku śnij…
    w snach jest zawsze pięknie
    Ciepły dom, miejsca dość
    na twe wierne serce
    Przyjdzie czas spotkać się
    potarmosić uszy
    lub razem na spacer znowu gdzieś wyruszyć
    Lecz dziś sobie śnij
    a czas łzy osuszy

    I tak doszliśmy do finito. Pozdrawiam :)
    Ostatnio edytowane przez Recon ; 06-02-2017 o 17:17
    Pozdrawiam :)
    -----------------
    benevole lector

    https://twitter.com/Zbyszek_Recon

  6. #626
    Bieszczadnik Awatar zbyszek1509
    Na forum od
    04.2007
    Rodem z
    Gostynin
    Postów
    718

    Domyślnie Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

    Cytat Zamieszczone przez Recon Zobacz posta
    ... Lecz dziś sobie śnij a czas łzy osuszy...
    Oj, znam ten ból i może zabrzmi to egoistycznie, ale powiedziałem sobie, nigdy więcej. A szczególnie wtedy, gdy wracałem samotnie ze spacerów, które kiedyś przemierzałem ze swoim "kundelkiem", z kluchą w gardle i nie tylko. Radość w jej oczach, podczas zabawy w chowanego, była urzekająca i na długo została w mojej pamięci. Wiele tygodni musiało upłynąć, aby móc powrócić na dawniej wspólnie, przemierzane ścieżki i bezdroża.
    Dzięki za wspaniałą relację połączoną ze wspomnieniami , która pozwoliła powrócić na ścieżki i szlaki w okolicach Baligrodu.
    Ostatnio edytowane przez zbyszek1509 ; 07-02-2017 o 02:21

  7. #627
    Botak Roku 2016 Awatar asia999
    Na forum od
    11.2008
    Rodem z
    jakieś 73 cm od Tarnicy ... w skali 1:1.000.000
    Postów
    1,556

    Domyślnie Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

    Cytat Zamieszczone przez Recon Zobacz posta
    Mógłbym tutaj zakończyć, ale muszę coś dodać jeszcze, pozwólcie... kilka zdań, które wystukałem na kompie jest o Koli, zwykłym kundelku, z którym obustronne relacje rodziły się w zgrzytach. Przyszła na świat choćby po to bym mógł spojrzeć innymi oczami na psa. Odeszła 10 października 2016 roku i dla niej jechałem dziesiątki kilometrów by mogła spocząć w miejscu które lubiła. Dla niej rąbałem, w strugach deszczu, siekierą dół bo aż tak twardy był prawie skamieniały piach. Pozwólcie na swoiste epitafium dla psa na bieszczadzkim na Forum, bo on też schodził tutaj trochę ścieżek.

    Śpij piesku, śpij…
    (...)
    Przyjdzie czas spotkać się
    potarmosić uszy
    lub razem na spacer znowu gdzieś wyruszyć
    Lecz dziś sobie śnij
    a czas łzy osuszy
    Pewnie Kola była "po psiemu" szczęśliwa, że zamiast chodzić od drzewka do drzewka gdzieś przy ulicy, mogła zasmakować bycia prawdziwym bieszczadnikiem :)
    Dzięki Recon za to, że chciało Ci się to wszystko opisać.

  8. #628
    Korespondent Roku 2009 Awatar Recon
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Obecnie w mieście na drodze żelaznéj W-W
    Postów
    2,193

    Domyślnie Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

    Kiedyś, chyba podczas wspominek przy pisaniu jakiejś relacji wspomniałem jak zrobiłem sobie spacerek z Woli Piotrowej do Komańczy. Wspomniałem tam o spotkanych ludziach i pewnej historii jaka się mi tam przydarzyła. Nie mogę tego znaleźć więc jeszcze raz wrócę do wspomnień. Było to tak chyba 16 lat temu. Idąc w górę w stronę granicy, już prawie za wsią Wola Piotrowa zatrzymałem się na jakimś mostku bo zaintrygowali mnie "dziwni" ludzie... no dziwni bo nie była to niedziela a tam sami faceci w czarnych garniturach kręcący się koło jakiegoś większego domu. Postanowiłem przyjrzeć się temu przez lornetkę i kiedy tak spoglądałem to zauważyli mnie trzej czy czterej jegomoście i nawet zaczęli gestykulować bym zaczekał. Jeden z nich wszedł do tego domu i zaraz wyszedł z czymś w ręku.
    Muszę dodać, że przed wyruszeniem na trasę już wcześniej poczytałem co to za wieś ta Wola Piotrowa, co to za ludzie tam mieszkają i skąd przybyli i nawet jakąś historię ich wędrówki też poznałem.
    Pan, który do mnie wtedy doszedł miał w ręku pięknie w skórę oprawioną książkę. Miał też wpięty identyfikator w klapę marynarki. Czarny garnitur, biała koszula i on w średnim wieku tak 35-40 lat. Przywitał się, spytał się skąd przyjechałem, gdzie idę, co robię, czy wiem co to za wieś? Ja grzecznie odpowiedziałem i spytałem się skąd tylu ludzi tam koło domu? Z całego świata przyjechali... z Czech, z USA, Kanady, Anglii... i mają teraz konferencję zielonoświątkowców. Trochę porozmawialiśmy, też i o wierze i o Bogu. Chciał mi tą księgę dać a oddam kiedy będę uważał za stosowne. Nie zabrałem bo była duża, ciężka a ja dopiero co wyruszyłem. Ciekawostką było to, że rozmawiał ze mną jakby wiedział z kim rozmawia, znał mnie i... no właśnie (o tym tutaj nie wspomniałem)... i powiedział mi, że w jakimś niedługim czasie będę miał poważny problem ze zdrowiem, ale gdy tylko się o tym dowiem mam iść całą drogę do domu i modlić się a później wewnętrznie z tym walczyć, tak jakbym miał walczyć o życie z jakimś wrogiem. Kilka miesięcy później... niewyobrażalny ból oka, różni lekarze nic nie pomagali, aż rezonans "coś" wykrył. Lekarz pocieszał słowami i dodawał otuchy a mi od razu przed oczami stanął ten facet z księgą i zapamiętane jego słowa... które do tej pory traktowałem jako coś bez znaczenia! Do domu już niczym nie pojechałem, poszedłem na piechotę i oczywiście zastosowałem się do jego wskazówek. Kilka miesięcy czekałem, aż lekarze wykombinują jak się do tego gówna dobrać i w dodatku bym jeszcze wyszedł z tego. W moje urodziny się dobrali i to taką metodą, że istna bajka a mój organizm już sam się z resztą rozprawił.

    A dlaczego o tym wspominam teraz? Ano prawie nie ma dnia bym nie wygrzebał czegoś o Bieszczadach a dziś wpadło mi coś związane z tym tematem... film "Historia Stanowczych Chrześcijan w Bieszczadach". I spoko, nie jest to religijny film, gdyby kogoś tytuł odstraszał.

    Oj wiem, że dla wielu to już nie Bieszczady ta Wola Piotrowa czy Wisłoczek, dla mnie też... dla wielu jednak tak i niech im będzie. Film trwa 52 minuty i warto te minuty poświęcić na uważne wysłuchanie pewnej historii, opowiedzianej przez sympatycznego Czecha. Napisy są po polsku, ale są też pojedyncze dialogi w naszym języku. Tutaj link http://linkis.com/oblubienica.eu/video/JnmKj


    PS. Wuka kiedyś mi napisała, że mało gadam z ludźmi, kiedy tak łażę a tu ma dowód, że czasami mi się to zdarza.

    Miłego oglądania :)
    Pozdrawiam :)
    -----------------
    benevole lector

    https://twitter.com/Zbyszek_Recon

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Kilka jednodnoiwych wypadów w bieszczady.prosba o pomoc.
    Przez krzysiudr w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 23-05-2011, 20:18
  2. o cmentarzach nie tylko w Bieszczadach, czyli słów kilka o Maguryczu
    Przez szymon magurycz w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 17-06-2009, 07:47
  3. Kilka pytan o bieszczady wschodnie
    Przez buba w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 25-07-2007, 11:09
  4. Kilka słów o języku polskim...
    Przez WojtekR w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 46
    Ostatni post / autor: 22-01-2007, 11:35
  5. Słów kilka o Bieszczadzkich Wilkach
    Przez Snurf w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 36
    Ostatni post / autor: 04-04-2005, 15:04

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •