08.11.2014 Nasiczne
Jeśli już do tego fragmentu relacji dotarliście to spoko możecie zanucić sparafrazowaną piosenkę Maćka Pietrzyka… Boże nasz, Boże nasz, Boże nasz, jak ten dzień, jak ten dzień, długo trwa…
Sobie nućcie a ja brnę dalej. Mavo wytrzymujesz?
Do oznak(!) końca szlaku dotarliśmy o 16.20 (już wiecie skąd znam dokładny czas), piszę oznak bo tam gdzie kiedyś było totalnie dzikie, chociaż wszędzie było oznakowane, nawet na mapach, pole namiotowe to teraz stoją niczego sobie budowle drewniane z wszelakimi wygódkami w środku. To już nie przedwojenne sławojki nazwane ówczas na cześć pomysłodawcy pana premiera FSS, te są już takie na miarę czasów. Proszę tylko mi dać nazwisko projektanta bym zaczął jego imieniem sławić nowe przybydki w Bieszczadach. I zaznaczam, nie mówię tego z sarkazmem a z dumą!

DSC00090.JPGDSC00091.JPG
Jak widzę na jednym ze zdjęć, jakie zrobiłem bratu, to jednoznacznie widzę, że mu się podobało, że się rozluźnił całkowicie, dotlenił w 100% i nawet zapomniał o tym, że za małą chwilkę będzie łapał stopem samochody. Zdjęcia z wiadomych względów za żadne skarby nie upublicznię bo by trafiło do jakiś demotywatorów lub nie daj Boże gdzieś jeszcze indziej i kariera zawodowa brata, status poważnego człowieka, ojca, męża, w przyszłości, może niedalekiej też dziadka, by legła w gruzach. Cały czas się nawet zastanawiałem czy nie ma tu jakiś ukrytych kamer bo dziwnym trafem nagle zjawił się radiowóz Policji, sporą chwilkę stał i nas obserwowali, gdy odjechali to za chwilę zjechał jakiś terenowy ze SG by tuż po jego wyjeździe wjechał i zrobił kółko też ze SL. Jeśli taki fakt tam ma miejsce to jak nic mają Zenka nagranego na twardym dysku i prędzej czy później, oby jednak później, nagrania takie wyciekną gdzieś w mediach. Może banan jedzony przez brata był impulsem do udawania gatunku człekokształtnej a może sprawiło to o czym wcześniej napisałem. Tak przy okazji napiszę jeszcze… łazi się nie tylko po szlakach, chce się też czasami załatwić różne sprawy fizjologiczne w krzakach tzn. krzalach, różnie też klasyfikowanych a tu gdzieś przymaskowana foto-pułapka pstryk, pstryk albo co gorsza pstryk film. Później ci co tam powiesili to urządzenie oprócz uchwyconych zwierzaków mają też Ciebie… tak, tak Ciebie i to jak!
Nie zostaliśmy aresztowani ani wylegitymowani, wynika z tego, że nie zostaliśmy sklasyfikowani do grupy mogącej siać jakieś zagrożenie i z tego możemy być dumni… dobrze nam z gęb patrzyło J
I wreszcie tak oczekiwana a u brata nawet wywołująca bojaźń asfaltowa szosa, fizycznie należącą do Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej, co zresztą brzmi dumnie. Ustawiamy się odpowiednio po drugiej stronie, bo kierujemy się na rozjazd koło Smolnika. Zenek dzwoni do domu, że brat go poprzecierał kilometrami, ale bezpiecznymi terenami, że nic mu nie jest i… TERAZ BĘDZIEMY ŁAPAĆ STOPA. Stoimy i machamy, mijają nas ze trzy pełne samochody, ale ten czwarty, taki jakiś mały, się zatrzymuje, brat ocenia, po przymocowanym do tylnego fotela dziecinnym foteliku, że dla niego to miejsca zabraknie i ogłasza pozostanie na drodze i dojechaniu później. Pełna kultura. Facet niezrażony tymi słowami demontuje fotelik, chowa go do bagażnika i zaprasza go też do środka. Wraca do Rzeszowa, tutaj zostawił rodzinkę na week. Dowozi nas do rozjazdu na Zatwarnicę. Brat znowu dzwoni i zdaje relację gdzie jest itp. i co ważne to teraz tak się może zdarzyć, że następny postój może być już w „strefie bezmedialnej”. Podchodzimy kilka metrów i za 5 minutek 1 samochód i… jedziemy do Nasicznego. Pani ogólnie to prowadzi w Zatwarnicy jakąś knajpkę ekologiczną czy wegetariańską i wraca właśnie do domu do Hoczewia co nijak mi nie pasuje ani do tego, że właśnie tędy wracała i nijak nie mam w świadomości tej knajpki. Odległość od tego rozjazdu do Nasicznego nie jest kosmiczna, ale gadamy co nam ślina przyniesie i nawet docieramy do tematu Forum. Ten temat, jak się okazuje jest bardzo znany tej pani, a i owszem wczytuje się w niego bardzo często. Ewa na to, że tu siedzi gościu co tam zdarza mu się popełniać pisanie, mi pozostaje wyryć w jej w pamięci słowo Rekon pisane przez „c”, co pozwoli szybko znaleźć wątek i obiecuję, że o niej bez wątpienia wspomnę co niniejszym czynię i jeśli to czyta to jeszcze raz dzięki za podwiezienie, za rozmowę, za czytanie Forum i w ogóle całuję rączki. Tylko jak Pani jechała z Zatwarnicy do Hoczewa przez wspomniany rozjazd, w dodatku gdy tego tak potrzebowaliśmy, no i ta knajpka, jest a może była?… nijak wietrzę tu jakiś arealny świat, ale przecież byli świadkowie! Wysiadamy „Pod Jaskiniami”. Można!?
Nucicie jeszcze?... nućcie dalej, wszak dzień 8 listopada jeszcze trwa, chociaż już zaczyna się ściemniać. Przecież jeszcze pójdziemy do Chaty Wuja Mavo a tam czeka skitrany bigosik mhhhhhmmm.

Cdn