Dopiero wczoraj pozapinałem wszystko w pracy na tyle by w miare spokojnie wyrwać się na kilka dni w Bieszczady. Łańcuchy wiążące mnie z Firmą muszę jednak zabrać, jest kilka spraw gdzie muszę być czujnym. Gdzie te czasy, gdy jadąc w Bieszczady dowiadywałem się co w domu, co na świecie, co w firmie... dopiero po 2-3 tygodniach. Pamiętam jak kiedyś musiałem się jednak odezwać i z ufnością zastukałem wieczorkiem na zaplecze poczty w Cisnej, pokazując dokument, że jestem blisko, jeszcze wtedy, z profesją jaką pani ta pełniła i mogłem zadzwonić. Centrala licząca wtedy chyba 100 numerów wewnętrznych, na kabelki wtykane w odpowiadające im dziurki. Ba... podobnie dzwoniłem wtedy też z Ustrzyk Dolnych. Takie to były czasy. Dziś medium chowa się do kieszonki koszuli i często jest obowiązkowo mieć je włączone. Ratunkiem jest więc brak zasięgu z pytaniem... czy to przeszkodzi czy raczej pomoże?
Jadę w miejsce gdzie może nie być zasięgu albo będzie utrudniony a może już białe plamy zginęły?
Wczoraj trochę podzwoniłem i... Bystre całe obsadzone... w innych miejscach komplet... dzwoniłem więc jak leci by za entym razem z odrobiną fartu coś zaklepać, bo się miejsce zwolniło. Normalnie musiałbym zapewne wysłać jakieś potwierdzenie a tak to... czy pan na pewno przyjedzie?... by uspokoić panią powiedziaałem... na pewno.
Parafrazując rzuconą kiedyś uwagę Browara, to tym razem "lotu Apolla" nie ma... chociaż zrębek planów na lipiec był, więc wykorzystam te założenia.
Ruszam w poniedziałek i ... już nic nie zapeszam.


Odpowiedz z cytatem